poniedziałek, 17 grudnia 2012

rozdział 17

    **Z perspektywy Neave**


   Byłam cała spocona i przerażona. Krzyczałam i po kilku sekundach otworzyłam oczy. Chciałam uciec od wszystkiego, nienawidzę jak ktoś patrzy jak płaczę. Otworzyłam jakieś drzwi i wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i zobaczyłam go. Złapał mnie za łokcie i próbował zahamować przed ucieczką.
 -Neave. Neave! Przestań! Co Ci? Wszystko okej- Wyrwałam się i wpadłam na kolejną osobę od razu po odwróceniu. Był to Lou. Pozwoliłam osunąć się na podłogę wtulona w niego. W Nialla ramionach czuję się bezpieczna, w Louisa dobrze,a  w Zayna zagrożona.
 
   **Z perspektywy Peam**

   Wyskoczyła przerażona. Gdy Zayn ją dotkną, zachowywała się jakby zaraz miał ją zabić. Nie wiem o co chodzi. Ale jej krzyki obudziły nas wszystkich. Na początku nie mogłam jej obudzić, a kiedy zeszli się wszyscy dopiero doszliśmy do rezultatu. Musiała mieć niezły koszmar, i chyba wiem o kim, tego nie dało się nie zauważyć.
 -Nev?- Pogłaskałam po plecach wtuloną w Lou dziewczynę- To tylko zły sen. Wszystko dobrze.- Odwróciła się do mnie z popuchniętymi oczami. Miała lekko rozchylone wargi. Wyglądała jakby była w horrorze tylko bez podartych ubrań.
 -Jak..k.. jak to?

  **Z perspektywy Neave**

   Jak to sen? To była prawda. To było takie realistyczne. Przeleciałam po wszystkich wzrokiem i na drżących nogach z pomocą chłopaka z boku wstałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wciąż czułam się tak jak wtedy i nie mogłam wydusić słowa. Przyłożyłam rękę do ściany i powoli szłam korytarzem przed siebie.
 -Pomogę Ci- Obok mnie staną Zayn.
 -Poradzę sobie- Nie patrząc na niego podpierając się o poręcz zeszłam powoli po schodach. Byłam już na pierwszym piętrze. I tu się na chwilę zatrzymałam. Podeszłam chwiejnym krokiem do drzwi. I z niepewnością szarpnęłam klamkę. Były zamknięte. Nie wiem po co to zrobiłam, ale chciałam się jakby upewnić, czy coś. Gdy się odwróciłam i ruszyłam z powrotem do schodów napotkałam na nich mulata z pytającym wzrokiem. Zacisnęłam wargi i ominęłam go schodząc na dół.
   Wyszłam na taras. Gołymi stopami dotykałam chłodnego drewna. W dzień było gorąco, ale teraz zerwał się silny wiatr co przyprawiło mnie o dreszcze i gęsią skórkę. Rozejrzałam się i wzięłam kilka głębokich oddechów. Siadłam na stopniach i przyglądałam się wodzie z oddali. Po jakimś czasie zdecydowałam się przejść. Parę kroków po twardej powierzchni i za chwilę miękki piasek. Szłam wzdłóż brzegu. Potrzebuję odpoczynku. To było takie dziwne. A dziwniejsze jest to, że czuje jakby na prawdę ktoś mnie uderzył, jakbym na prawdę coś wzięła. Wszystko mnie boli, ale nie mam siniaków, ani śladów, boli od środka. Czuję się po prostu źle. Mdło mi i kręci się cały czas w głowie. Boję się teraz wrócić  do łóżka i tak normalnie pójść spać, boję się, że sen się powtórzy, a wtedy znowu wszyscy by się zebrali w pokoju i patrzyli jak dre się jak opętana. Silny podmuch wiatru rozwiał mi włosy . Słona woda obmyła mi nogi. Przystanęłam na chwilę i spojrzałąm na horyzont oceanu. Niebo powoli się rozjaśnia. Zawróciłam, ale nie dla tego, że chciałam wrócić do domku, ale aby się przypadkiem nie zgubić (choć to mało możliwe) lub po prostu nie miała za daleko wracać.
   Gdy po dłuższym czasie ujrzałam znów miejsce gdzie wszyscy pewnie już śpią przystanęłam. Nagle w oknie z daleka zobaczyłam jakąś postać. Nie muszę nawet zgadywać, że to osoba która mnie prześladuje odkąd ją poznałam. Teraz nawet we snach. Odwróciłam się i usiadłam tak by woda nie zamoczyła mi króciutkich spodenek. Nie wiem ile tak siedziałam ale nie dało się zauważyć, że jestem w trakcie wschodu słońca. Jest jeszcze wszędzie ciemno, ale w dalekiej odległości niebo się rozjaśnia. Łany widok, w moi rodzinnym mieście nie jest taki piękny a przynajmniej go tak nie widać. Właściwie to ja go chyba nigdy nie widziałam. Dziwne, ale normalny człowiek o tej porze śpi. Chyba, że imprezuje. Westchnęłam.
   Lekko wzdrygnęłam i już miałam wstać, gdy ktoś położył mi rękę na ramieniu. Była ciepła dlatego myślałam, że to Lou lub Niall. Ale pomyliłam się obok mnie siadł mulat. Była między nami krępująca cisza. Nie wiem co mu mam powiedzieć, ale przecież to on przyszedł i to on powinien zacząć rozmowę. Czemu to zawsze on musi być tam gdzie ja, zawsze muszę go napotkać. Jakby nie mógł siąść sobie tu taki Liam. Albo już w takiej sytuacji ostatecznie Harry. Ale nie! Bo właśnie on musi sobie tu siedzieć. Moje myśli przerwał jego głos.
 -Powiesz mi co ci się śniło?- Od razu zaprzeczyłam głową.
 -Nie.
 -A czy... albo nie. Kto ci się śnił.
 -Powiedziałam, że nic ci nie powiem.
 -Ja. Prawda?
 -Wow. Aż tak trudno było się domyśleć? Ja bym nie dała rady- zakpiłam.
 -Opowiedz mi. Proszę.
 -Nie teraz, może kiedyś. Nie mam teraz na to siły.
 -To chodź spać.
 -Nie chce, sam idź.
 -Ja też nie chcę. Będziemy tak siedzieć?
 -Nie każe ci tu być. Możesz iść.
 -Mówiłem, żę nie chce. Pogadajmy.
 -Nie mamy za bardzo o czym.
 -Ale ty masz problemy.
 -Być może- Więcej się nie odzywałam. Położyłam się na plecach i parzyłam w niebo.
 -Nev?- Odezwał sie znów.
 -Hm?
 -Nie lubisz mnie za to pierwsze potkania co?
 -Yhm.
 -Miałem ciężkie dni, dopiero teraz odpoczywam. Nie złość się na mnie, to jest męczące skoro mieszkamy pod jednym dachem.
 -Wiem.
 -A wiesz, że masz trudny charakter?
 -A wiesz, że ty też?
 -Ale ty gorszy.
 -Trudno się mówi.
 -Nie wiem, czy cie o to zapytać, bo wiem, że raczej odmówisz mi tej propozycji. Ale z grzeczności jednak spytam. Chcesz?- Obróciłam głowę i zobaczyłam, że wyciąga ku mnie paczkę papierosów. Nie odezwałam się tylko wzięłam jednego. Podniosłam się i włożyłam do ust zasłaniając dłońmi, aby mógł go zapalić.
 -Dzięki- Siedzieliśmy nie odzywając się. Siedziałam oparta ręką za plecami z rozłożonymi nogami tak samo jak on.  Zaciągnęłam się i nagle dotarło do mnie, że jeśli ktoś zobaczy nas przez kno mam przewalone. Od razu wsadziłam pół papierosa w piach. On widząc moją szybkość i rozglądanie się zaśmiał.
 -Z czego rżysz?- Warknęłam.
 -Jesteś śmieszna. Palisz a nie chcesz się nikomu do tego przyznać. Przecież prędzej czy później się dowiedzą. Jesteś uzależniona.
 -Nie jestem.
 -Przestań. To widać gołym okiem. Eh.. młoda a już w nałogu- Sypnęłam na niego piachem.
 -Wiem lepiej.
 -Oczywiście- Odrzucił garścią piachu.
 -Przestań.
 -Nie ty przestań. Zaczęłaś.
 -I skończę- Syknęłam- fuu... - Wyplułam z ust zawartość jaką był piasek. Wyczyściłam twarz i posłałam mu groźne spojrzenie.
 -Noo co- Podniósł ręce w geście obronnym- Już się zamachnęłam kiedy pierwszy złapał mnie za rękę powodując, że wypuściłam piach.
 -Tak sie nie liczy. To nie fair- Zaraz potem szybkim ruchem położył mnie na piachu. Był blisko i patrzył mi w oczy siedząc nade mną- możesz... y.. możesz zejść?- Język mi się plątał. Czemu on tak na mnie działa! Kurwa! Zwal go! On się zbliżył znowu. Opanuj się! - Nie słuchałam tego co mi mówił rozsądek. Tylko czekałam na to co zrobi. Czy się tylko ze mną bawi, czy nie wie co robi?- W dłoni cały czas trzymał wpół wypaloną fajkę, którą zaraz się zaciągną i buchną mi dymem w twarz. Otworzyłam usta by go wciągnąć. Nie wiem co robiłam. Tak już mam, że nawet sam dym pochłaniam. Ale chyba o to chodziło. Od razu zareagował na rozchylone usta i wpił się w nie. Oblała mnie fala gorąca. Nie wiedziałam dlaczego mu na to pozwalam, ale jedno było pewne, na prawdę mi się to podobało. Zaraz też pocałunki stały się bardziej łapczywe i głębsze. Powoli zaczynało mi brakować powietrza. Ale chuj z tym. Siadł na mnie okrakiem i za chwile przekręcił abym leżała na nim. Dłonie miał wplątane w moje włosy, które przyciskały moją twarz do jego. Tak jakby bał się, że mu zaraz ucieknę, może i bym tak zrobiła, albo chociaż powinnam zrobić. Ale w dziwny sposób, poddałam się, miałam dość walki z nim, która pewnie niedługo znowu się wznowi, chociaż mam skrytą nadzieję, że jednak tak nie będzie. Przygryzł moją wargę, aż sapnęłam i nabrałam powietrza. Nogami mnie oplatał i mocno zaciskał. Całkowicie do niego przylegałam. I co mnie zadziwiło, odpowiadało mi to. Nasze pożądliwe pieszczoty zakończyłam ja, kiedy podniosłam głowę do góry wracając do świadomości przypominając sobie, że każdy może nas zobaczyć. On jednak mnie jeszcze nie puścił i zaczął robić malinkę na odchylonej szyi.
 -Zayn, odejdź. Oni mogą nas widzieć.
 -To co- wymruczał.
 -To to, że ty masz dziewczynę, a mój brat mnie zabije- Oderwałam się od niego z rozluźnionego uścisku i jeszcze na nim siedząc zaobserwowałam czy nikogo nie ma w oknach albo na podwórku, całe szczęście, że nie było. Spojrzałam ciężko dysząc na chłopaka, widocznie był zawiedziony, ale ja nie miałam zamiaru tracić dziewictwa z nim na plaży.
   Wstałam i optrzepałam się z piachu. Zrobiło już się widno. Ruszyłam w stronę domku w którym zaraz się znalazłam. Zdenerwowana usiadłam na kanapie w salonie i zaczęłam po cichu oglądać telewizje. Cały czas byłam rozpalona. Chyba źle zrobiłam. On również zaraz przyszedł, ale od razu poszedł na górę do pokoju. Ja tu zostałam aż wszyscy nie wstali nawet nie zmrużając oka.
________________________________________________
Zaskoczeni? Całą sytuacja z Zaynem to sen! :D A jak podoba się ostatni moment? Przepraszam za błędy i komentujcie! Ma być conajmniej pięć komentarzy!!!!!!
 <3 do zobaczenia

1 komentarz:

  1. ohh , jak dobrze, że to sen ;)
    Zayn ! niech oni będą razem ! ;)

    OdpowiedzUsuń