środa, 31 lipca 2013

Rozdział 3 ps. POWRACAM :D



*Z perspektywy Neave*


   To już następny dzień kiedy chłopaki są u nas, a Peam u babci. Kiedy z nią rozmawiałam wczoraj w nocy, zrobiło mi się jej szkoda. Obie bardzo kochamy babcie, ale prawda jest taka że ja lubię więcej zjeść, ale moja siostra niestety nie. A pobyt w domu z pełną lodówką i wypchanymi szafkami to nie jest dla niej najlepsze miejsce. Chociaż... skoro jest w ciąży to może jej to posłuży? Nieważne...
   Szkoda, że rodzice nie rozumieją dlaczego jej tu nie ma. Uważają, że powinni sie dowiedzieć zwłaszcza, że jeden z nich jest ojcem i powinien płacić alimenty -,-. Z Niallem w pokoju spał Zayn i Liam. A u mnie Harry u Louis. Jakoś ich pomieściłam. Nie mogłam spać, pół nocy gapiłam się na Stylesa. Moje myśli były różne, raz chciałam mu wszystko wygadać, ale potem uświadomiłam sobie jak może zareagować. Potem przyszło mi na myśl ciche zabicie go za to co się stało, ale... łatwo się domyślić, że jak szybko przyszła ta myśl, tak szybko odleciała. Nie dość że późno zasnęłam to jeszcze wcześnie wstałam! Jest dopiero 8:30!!!
   Podniosłam się i ogarnęłam po czym zeszłam do kuchni, gdzie zastałam tylko rodziców i niewyspanego Niallera.
 -Co ty tak wcześnie?!- Zdziwiła się mama stojąc przy kuchence- Nie zdążyłam zrobić urodzinowego śniadania! Teraz siądź i czekaj na naleśniki!- zachichotałam pod nosem i siadłam do stołu obok brata i przytuliłam go. Przyjechał w nocy, chyba akurat wtedy kiedy udało mi się zasnąć.
 -Gdzie Margaret? Miała przylecieć- zapytałam.
 -Poszła do sklepu.
 -Sama? Mogłeś z nią iść, nawet powinieneś. Wie gdzie jak dojść?
 -Wie, mama jej wytłumaczyła a to nie jest daleko. Poza tym ja przysnąłem na kanapie kiedy ona już wstała- zaśmiał się.
 -A kiedy będą dziewczyny? - po kuchni zaczął roznosić się wspaniały zapach naleśników.
 -Około 14. Co chcesz dziś robić? Zgodzimy się na wszystko to wasze...yy twoje urodziny- posmutniał na myśl o kryjącej się Peam.
 -Nic. Posiedźmy w domu, przed domem czy coś. Nie mam na nic ochoty.
 -Rozumiem, ale musisz pokazać, że nic się nie dzieje. Albo sprowadź ją i wszystko powiedzcie, to bez sensu. Przecież jesteśmy wszyscy przyjaciółmi, a ona nie chodzi już z Harrym. Więc mogła robić co chciała.-Mówiliśmy cicho, ale wiedziałam że rodzice nadstawiają uszu.
 -Nie rozumiesz, i nie moge ci pomóc zrozumieć- odwrócił wzrok na postawione przed nami naleśniki. Dostałam więcej. Smarowałam raz dżemem, raz nutellą, potem z serem albo owocami, a do tego polewa czekoladowa. Choć na chwilę zapomniałam o dręczących mnie problemach. Akurat kiedy odkładałam talerz powitała nas z uśmiechem Meggie.
 -Chłopaki! Śniadanie!- Zawołała najpierw mama, a potem Niall.
 -Spokojnie, zostawcie to mnie.- odezwałam się kiedy nie było żadnej odpowiedzi. Nabrałam duo powietrza i...- CHŁOPAKI!!! ŚNIADANIE!!! MACIE 30 SEKUND! INACZEJ NIC NIE DOSTANIECIE!!!- ooo taak. Uwielbiam swój głos! Zwłaszcza jak się dre, zawsze robi wrażenie. Zaczęłam na głos odliczać, kiedy było 10 zwolniłam tempa a przybrałam na głośności- 10...9...8...7...6...5...4...-słychać tupot zbiegających osób na schodach-3...2...- po kolei wszyscy wbiegli i zasiedli na pierwsze lesze miejsca przy stole-1.- Uśmiechnęłam sie do nich słodko- No. I tak ma być.  Smacznego.
   Oparłam się o blat i patrzyłam jak wesoło się zajadają. Zayn tak słodko wygląda umazany nutellą... dobra przestań się lampić, bo to na pewno dziwny widok dla osoby z boku.
 -No to może zaśpiewajmy Nev sto lat!- wykrzyczał Lou- chciałam zacząć protestować, ale zdążyłam tylko otworzyć buzie a wszyscy zgodnie zaczęli śpiewać. Tak pięknie śpiewać, że aż się wzruszyłam. Ale płakać nie mogłam! Nawet jeśli to taka szczęśliwa chwila... jednego mi tu brakowało. Jednej osoby.
   Kiedy skończyli wszyscy mnie zaczęli przytulać z zapowiedziami, że na życzenia i dalsze śpiewy będą jeszcze później. Zaczynałam się bać.



*Z perspektywy Peam*


   Po dużym śniadaniu poszłam do małego pokoiku w którym nocowałam. Siadłam w kącie i zaczęłam rozmyślać.
   Na pewno się świetnie bawią. Śmieją się, są weseli, nawet o mnie nie pomyślą, cieszą się sobą. Chciałabym tam móc być, tak bardzo chciałabym świętować ten wielki dla nas dzień z nimi wszystkimi. Łza pociekła mi po policzku. Urządzą wspaniałą imprezę. Będą pili, tańczyli, śpiewali. Cały czas uśmiechnięci. a ja będę tu siedziała, a wrócę jak ich już nie będzie. Chciałabym ich przywitać, przytulić najmocniej jakbym potrafiła. Na prawdę bym chciała. TAK CHOLERNIE CHCE TAM BYĆ!!! TAK CHOLERNIE PRAGNĘ! Rozpłakałam się na dobre. Ale nie mogę... Boje się.



*Z perspektywy Neave*



    Czekaliśmy wszyscy na lotnisku, aż w końcu z daleka pośród tłumu dostrzegliśmy dwie dziewczyny. Eleanor i Danielle! Tak za nimi tęskniłam! Mocno je przytuliłam, a potem przywitały się z chłopcami. Kiedy zostawiły swoje walizki w domu i chwilę odpoczęły postanowiłyśmy wyjść na miasto, ja, Dan, El i Meggie. Teraz chciałam im wszystko wyjaśnić, bo one nie wiedziały o co chodzi.
   Kiedy siadłyśmy w małej restauracji po dwugodzinnym chodzeniu po sklepach zdecydowałam się powiedzieć to teraz.
 -Wiecie, że zaprosiłam was tu w bardzo ważnej sprawie. Więc proszę, nie przerywajcie mi aż skończę.- przytaknęły, kelner przyniósł nasze zamówienia a ja rozpoczęłam całą historie- więc wiecie, żę byłyśmy  chłopcami na wakacjach. Bla bla bla i stało się tak, że ja byłam, znaczy no jestem jeszcze, a Peam była  Harry. I wiecie... jak to para, całusy, słodzenie i publiczne lizanie. Ale jak dwoje zakochanych ludzi zostają sami... i wszystko toczy się szybko! Nawet nie wiesz kiedy! I to się stało.
 -Nie możesz po prostu powiedzieć, że Peam i Harry uprawiali seks?- Skomentowała Danielle.
 -Cii...Tak po prostu uprawiali seks. I my musiałyśmy wracać. Tru tu tu tu trala lala. I Harry zerwał z nią bo uznał że to nie ma sensu czy coś tam, ale wtedy Peam dowiedziała się, że... ym, jest w ciąży- Dziewczyny były szokowane ale mówiłam dalej- i dowiedziała się że chłopaki przyjeżdżają to uciekła zanim doszli. Jest teraz u naszej babci i chce tam zostać dopóki nie wyjadą. Nie chce słyszeć, że powinna się pokazać, a co gorsza nie chce by ktokolwiek wiedział kto jest ojcem. Nawet Niall tego nie wie. Skłamałyśmy, że zaliczyła wpadkę miesiąc po wakacjach na imprezie. Więc jego zdaniem ma jakieś 4 miesiące, tak na prawdę ma 5 i jest już całkiem spore. Boi się reakcji wszystkich. Siedzi cały czas w domu i nawet zaczęła się sama uczyć. Odcieła się od zewnątrz. Nie wiem co robić... Chce żebyście pomogły mi wygonić chłopaków stąd jak najszybciej.- Chwila ciszy.
 -Jak mamy to zrobić?- wydukała El.
 -Nie wiem, po kolei powyciągajcie stąd swoich chłopaków. Wymyślcie coś. Obiad z rodzicami, albo że jesteście chore i chcecie aby  wami wrócili. Nie wiem! Błagam was. Ciesze się, że przyjechali tęskniłam za nimi, ale... nie chce tego wiedząc jak bardzo cierpi moja siostra. Nie mogę się świetnie bawić na mojej osiemnastce sama! Zabierzcie ich. Kocham ich bardzo, ale nie mogą tu zostać i marnować życia jednej z nas- spuściłam wzrok i poczułam jak jedna z dziewczyny ściska moją dłoń położoną na stoliku. Potem reszta. Tak jakby bez słów mnie pocieszały i dodawały otuchy.

_________________________________________________


CZEŚĆ!! Możecie mnie ochrzanić i opierdolić. Zsłużyłam sobie. Zaczęłam pisać i w trakcie skończyłam. Przepraszam, przepraszam! Wybaczcie mi!

Mam również nadzieje e rozdział choć moim zdaniem nudny to jednak się podobał. Skomentujecie? Ci którzy zostali i wchodzą tu, kocham was! Że jesteście ze mną :')
Rozdziały będą się pojawiały, może nie często ale będą, postaram się jak mogę :)