środa, 27 marca 2013

Rozdział 34 :)

Rozdział 34



**z perspektywy Neave**


   -Ja chce do domu- jęknęła Peam- nogi mi odpadają.
 -Chętnie cię poniosę!- Krzykną uradowany Loczek i nim blondynka się zorientowała nie dotykała już stopami ziemi. Szczerze to trochę jej zazdroszczę. Znalazła swoją "Summer love" a ja? Wlekę się za tymi wszystkimi parami i trochę mi głupio. Może im przeszkadzam swoim średnim humorem?
 -Słuchajcie ja idę, mnie też wszystko boli i odpuszczę sobie zwiedzania reszty Londynu. Robi się ciemno a ja jeszcze nie spakowałam się do końca- dobra spakowałam się, ale musiałam skłamać, nie chce mi się tu dłużej chodzić.
 -Zayn idź z nią- Oboje spojrzeliśmy na Liama. Ja karcąco próbując go zabić wzrokiem, a ten z boku bez większego wyrażania emocji oprócz zaskoczenia.
 -To ja już chyba wolę zostać- Ciemny blondyn podniósł brew, więc odwróciłam wzrok zażenowana ale okazało się, że wszyscy przyjęli pozę Payna. Założyłam ręce na piersiach i z zaciśniętymi ustami ruszyłam w stronę apartamentu chłopaków, mam nadzieję, że do niego trafię. Mimo obolałych kończyn miałam szybkie tempo.
   Kiedy szłam przez miasto czułam obserwacje i wiedziałam że to ten idiota depcze mi po piętach ale nie miałam zamiaru się odwracać. Zaczęło marzyć więc założyłam kaptur i wsadziłam ręce w kieszenie. Jak to jest, że w Londynie nawet jak jest słonecznie to nie wiadomo skąd przychodzi deszcz -,-'. Beznadzieja, chcę już do domu.
   W pewnej chwili zostałam objęta ciepłym ramieniem i nie musiałam patrzeć żeby wiedzieć kto to.
 -Nie musisz mnie odprowadzać- zaczęłam.
 -Chyba muszę.
 -Niby czemu?- zadrwiłam- Liam ci nakazał?
 -Ehh... nie. Po prostu od jakiś 10 minut idziesz w złą stronę- zatrzymaliśmy się na środku chodnika. Mógł mieć rację, nie znam dobrze tego miasta a jest ogromne.
 -W takim razie, w którą stronę mam iść?- Nadal na niego nie patrzyłam tylko zaciskałam dłonie i wbijałam wzrok w chodnik. Chłopak nie odpowiedział mi, ale bez słowa poprowadził w przeciwnym kierunku.
   Chciałam go nienawidzić, ale nie mogłam, nie umiałam. Kiedy chciał umiał być miły i nawet uprzejmy. Szkoda tylko, że w tych chwilach kiedy umiał być tym dobrym zawsze udawał, wiedziałam to. Nie był typem romantyka, ani fajnego miłego chłopaka. Dobra... może był, ale na pewno nie przy mnie, nie dawał po sobie tego poznać. Z jednej strony odpowiadała mi ta cisza, ale z drugiej trochę krępująca. Zanim zdążyłam na dłużej zostać z myślami odezwał się.
 -Chcesz coś zjeść? Po drodze jest dużo dobrych restauracji i knajpek.
 -Nie, nie mam ochoty na nic.
 -Nie jadłaś nic od popołudniowych lodów.
 -Nie chce do żadnej eleganckiej restauracji z homarami, mogę równie dobrze iść do was i zjeść kanapki.
 -Uparciuch z ciebie. Chodź- skręcił w prawo, a moje nogi nie chciały mnie słuchać aby zawrócić. Bez dalszych protestów poszłam z nim, a potem weszłam do zaludnionego klubu. Popchną mnie do środka, a potem do stolików pod ścianą. Usiedliśmy w samym rogu. Unikając rozmowy jadłam coś próbując omijać jego wzrok, ale miałam tego dość.
 -Na co się tak patrzysz?- syknęłam.
 -Na ciebie.
 -No wow- Odsunęłam talerz z połową posiłku. Przez kilka minut siedziałam naburmuszona i kiedy wstałam by z powrotem nałożyć mokrą kurtkę Zayn złapał mnie za rękę i znacząco spojrzał na tańczący tłum po drugiej stronie. Pokręciłam głową i wyrwałam dłoń z jego uścisku na co chwycił mnie ręką w talii i siłą poprowadził do celu. Cholerne nogi, one mają się słuchać mnie! Zawracać już! Ehh... to chyba nie ma sensu. Wpadłam. Nie ma to jak tańczyć pośród falujących ciał z osobą której z całych sił chce się nienawidzić, ale nie można, bo kiedy jest przy tobie pustka w środku się wypełnia i czujesz się niesamowicie.


**Z perspektywy Peam**



    Zaczęło podać więc zmierzaliśmy w kierunku willi chłopaków. Właściwie to nawet nie przeszkadzało nam, a przynajmniej mi to, że pada. Byłam szczęśliwa idąc z nimi, ale

nie mogłam przestać myśleć, że to już koniec. Koniec wakacji, koniec swobody i koniec naszej mini przygody. Może dla Neave nie była najlepsza, ale dobrze wiem, że jeśli miałaby wybierać to wróciłaby tu i wszystko powtórzyła. To jest wspaniałe! Całe dnie z przyjaciółmi... z chłopakiem. Właśnie, chłopakiem. Nie wyobrażam sobie pożegnania z Harrym. Będzie pewnie jak na filmach- będziemy stali na lotnisku przytuleni, zapłakani i całą reszta. Chyba nie chce żeby tak to się skończyło, ja w ogóle nie chce żeby cokolwiek się skończyło. Kiedy wrócę do codzienności wszystko wróci do normy. Przynajmniej będę miała fajne wspomnienia i masę zdjęć. Chociaż to, na więcej nie mogę liczyć.
   Szliśmy niespiesznie patrząc na ludzi łapiących taksówki albo uciekających przed deszczem. Wszyscy byli tacy inni. Mieli swoje życie, swoje problemy. Każdy z nich oglądał świat ze swojej perspektywy. Jedni widzą na różowo inni na szaro. Ja nie wiem jak widzę, czasami na różowo, czasami na szaro, więc coś pomiędzy- może błękitny? hmm... sama nie wiem. Muszę się nacieszyć tymi ostatnimi godzinami szczęścia i nie mogę ich zmarnować na zamartwianie się. Kurde, nie mogę tak nie myśleć o coraz bliższym smutku! Czas leci szybko wtedy kiedy chcemy by chwila trwała jak najdłużej...
 -Idziemy na imprezę?- Zagadną Louis.
 -Peam nie może- przypomniał Niall.
 -Ale to jej ostatnia noc tutaj. Jak przyjdzie z nami to ją wpuszczą na pewno- przekonywał.
 -Nie jestem ubrana- rzuciłam cicho.
 -Nie zawsze musisz być wystrojona, my też się nie szykowaliśmy.
 -Ale wy zawsze jesteście fajnie ubrani- zauważyłam- macie tylko zajebiste ubrania tego nie kryjmy i przy okazji makijaż mi się rozmazuje.
 -To wezmę ją do domu i dołączymy do was z Nev i Zaynem ok?- Byłam zdania Harry'ego, więc po chwili ustaleń zdecydowaliśmy, że potkamy się w jakiejś miejscówce. Mamy się pospieszyć, więc w głowie już zaczęłam przeszukiwać szafę. Po chwili podjechała taksówka. Chłopak otworzył mi drzwi, nie jestem do tego przyzwyczajona ale miło się zrobiło. Usiadł obok mnie i podał adres kierowcy. Kiedy ruszyliśmy co chwila zerkałam w jego stronę i złapałam go też parę razy na tym samym.
 -Dobra, skończ. Odezwij się do mnie bo nie zniosę tego- oparłam głowę o zagłówek.
 -Czego?
 -Ciebie, takiego zmartwionego i smutnego ciebie.
 -Przepraszam- szepną.
 -Oh nie masz za co przesadzam- westchnęłam. Poczułam jego miękkie usta na policzku i od razu zrobiło mi się cieplej a w brzuchu zaczęły latać motyle. Mogłoby być tak zawsze, ale będzie tylko jeszcze przez jakiś czas...- Będę za tobą strasznie tęskniła.
 -Ja za tobą też- wymruczał i przyciągnął moją twarz do swojej. Zdążyłam tylko spojrzeć w jego cudowne oczy, a potem zatopiłam się w słodkich i namiętnych pocałunkach, które z czasem stały się coraz głębsze. Zapomniałam w tej chwili o wszystkim, o zmartwieniach, o smutku, o rozstaniu, o tym, że taksówka się zatrzymała, a kierowca do nas coś gada... chwila.
 -Harry...
 -Mhm?
 -Musimy. Iść- ledwo się ode mnie odrywając wyciągną portfel z tylnej kieszeni i zostawił kilka banknotów na fotelu. Szybko wysiedliśmy po czym złapał mnie za rękę i prawie biegnąc dotarliśmy do drzwi. Otworzy je kluczek i wciągną mnie do środka.
    Światła były wszędzie pogaszone, więc nikogo nie było w domu. Harry złapał mnie w talii i znów zaczął napierać na moje usta, aż kolana mi się uginały. Moje nogi stały się jak galarety i nie wiem czy byłam jeszcze dość obecna, żeby zauważyć, że mnie podniósł i zaniósł do jego sypialni. Już nie myślałam co powinnam, co nie i czym teraz powinnam się zajmować. Wyplątałam dłonie z jego loczków i wsunęłam je pod koszulkę. Chłopak lekko drgnął na dotyk mojej zimnej skóry, ale nie odsunął się położył mnie, a sam był nade mną zdejmując górną część garderoby przyprawiając mnie o zawrót głowy...


**Z perspektywy Neave**



   -Chyba jeszcze ich nie ma- Odezwał się kiedy staliśmy przy bramie do ich posesji.
 -To dobrze, nie zauważą ile nas nie było. Chodź- złapałam kawałek jego rękawa i poprowadziłam za sobą. Chłopak wyciągną klucze i wsadził wybrany w zamek.
 -Nie idzie- zauważył kiedy nie mógł przekręcić klucza w odpowiednią stronę. Wyjął go i nacisną klamkę- drzwi były otwarte, a w domu ciemno. Spojrzeliśmy po sobie- Poczekaj sprawdzę.
 -Cii...- Przyłożyłam wskazujący palec do ust i nasłuchiwałam- słyszysz? Na górze chyba- zmarszczyłam czoło i ściągnęłam brwi- czy to było sapnięcie?...- Znów skierowaliśmy wzrok na siebie, tym razem porozumiewawczo.
 -Chodźmy stąd- Powiedział ale ja nie ruszyłam się z miejsca.
 -Na kogo stawiasz?- zapytałam szeptem.
 -Że kto to moim zdaniem jest na górze? Hmm... Peam i Harry.
 -Chyba cię popierdoliło- skrytykowałam.
 -A kto jeszcze? Liam by nie zostawił reszty, bo tamte dzikusy by nawet nie zdołały same do domu wrócić, gdyż pewnie poszliby na imprezę. Lou by imprezy nie opuścił. Więc zostaje nam Niall z Margeret i twoja siostra z Harrym. Uważasz Niall zaprosi do łóżka dziewczynę, z którą widział się kilka razy? Czy może nasza wakacyjna zakochana para? Stawiam na to drugie- To co powiedział było logiczne, ale nie chciało mi się w to wierzyć.
 -No nie wiem...
 -Chyba, że chcesz sprawdzić- cicho się zaśmiał.
 -Nie dzięki- odburknęłam.
 -To wyjdźmy zanim przejdą do głośniejszych spraw- mówił rozbawiony, ale w moim sercu poczułam ukłucie. Może z zazdrości? Może... Ale może dlatego, że bałam się? Bałam się o nią, że może będzie żałowała tego tak jak ja na początku? Wszystko przeleciało mi przed oczami w sekundę i przeszedł mnie dreszcz. Znowu panikuję. Jest szczęśliwa i nie chcę jej tego zepsuć. Powoli się wycofałam. Zayn zamkną cicho drzwi.
 -Gdzie chcesz iść?- Wzruszyłam ramionami.
 -A mamy gdzie iść?
 -Londyn to duże miasto.
 -Więc zdaję się na ciebie, ale wykluczam miejsca z pijanymi, śmierdzącymi ludźmi!
 -Ok, nie ma sprawy.

   Szliśmy dość długo, jakieś 15 minut. Nie zadręczał mnie rozmową za co byłam teraz bardzo wdzięczna. Potrzebowałam ciszy, żeby przemyśleć wszystko, ale zanim się zorientowałam i rozkręciłam z rozmyślaniem znaleźliśmy się na jakimś małym placu zabaw. Od razu skierowaliśmy się na łańcuchowe huśtawki. Usiadłam na lewej i zaczęłam się lekko bujać. Wiatr owiewał moją twarz i zasłaniał ją włosami, a potem je rozwiewał na boki. Odprężyłam się i po niedługim czasie zwolniłam tempo i spojrzałam w lewo. Od razu spotkałam wzrok chłopaka i pomimo, że było ciemno to widziałam jego oczy. Przed oczami stanęły mi całe wakacje, wszystko po kolei, od początku do końca, a ja nie Chciałam ich końca. Kiedy się we mnie wpatrywał chciałam się do niego zbliżyć, dotknąć go, jego twarzy i ust. Mogłam go widzieć już ostatni raz choć w głębi serca modliłam się, abyśmy jeszcze w przyszłości się spotkali. Żebym zobaczyła całe "One direction", dziewczyny- El i Danielle, a może nawet Margaret. Chciałabym powtórzyć te dwa miesiące. Chciałabym cofnąć czas, żeby zacząć od nowa tylko, że lepiej, żeby ułożyło się....
 -Nigdy nie kochałem cię bardziej niż teraz- Nie poruszyłam się, wstrzymałam oddech. Chociaż... Chyba mogę żyć z przeszłością i nic bym w niej nie zmieniła. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć, dlatego podeszłam do niego. Usiadłam i wpiłam się w jego usta jak z nadzieją, że to się nigdy nie skończy.

____________________________________________________________
No więc jestem :)
Wasze komentarze były bardzo miłe i pocieszające, ale wciąż nie jestem pewna czy prowadzić, jednak chyba zrobię to dla was <3 powoli, powoli koniec ;)  Mam nadzieję, że skomentujecie i wyrazicie swoją opinie :** <3


sobota, 23 marca 2013

:(

Wiem że nie bywam tu ostatnio często, przepraszam. I przykro mi że wy także opuściliście mojego bloga. Dużo osób przestało komentować i w ankiecie ilość osób się zmniejszyła :( Jeśli nie chcecie żebym dalej prowadziła bloga to nie muszę, przecież robię to dla czytelników :( nie chce nic robić na siłę. Napiszcie w komentarzach swoje zdanie, jeśli nie będzie czytelników nie ma po co pisać, wtedy blog zostanie zawieszony na nie wiem ile... może na zawsze :'(

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 33

      Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Chyba zasnęłam. Strasznie cicho jest w domu i tylko jakieś krótkie urywki rozmowy dochodzą z piętra niżej. Nie czułam się dobrze, ale to tylko z powodu wczorajszego porwania się emocjom. Głowa mnie bolała przypominając sobie te wszystkie głosy i krzyki. Zsunęłam nogi na zimną podłogę i mimo wielkiej niechęci stanęłam na niej i powolnym rozleniwionym krokiem ruszyłam do wyjścia z pomieszczenia. Zeszłam po schodach i przeszłam do kuchni, wzięłam jedną z zaparzonych herbat i zawróciłam do salonu, gdzie zastałam dziewczyny. Dan siedziała na fotelu, a Peam i Eleanor na kanapie z nogami wyłożonymi na stoliku.
 -Hej- mruknęłam i dosiadłam się do dwójki. Uśmiechnęły się lekko i wróciły do oglądania telewizji, w której leciały jakieś wiadomości- Gdzie chłopaki?- nadal mówiłam cicho blisko szeptu trochę się denerwując czy oby przypadkiem nie przeze mnie wyszli.
 -Poszli na jakieś spotkanie z fanami w centrum, a co?- Nie zdziwiło mnie, że Danielle się zainteresowała, bo zawsze taka była- Ciekawa wszystkiego.
 -Nic, nic. Tak się pytam- Tak na prawdę to trochę mi ulżyło. Nie miałam pojęcia co powiem Zaynowi. Że wyżyłam się na jego dziewczynie? Że wkurza mnie on swoim dziwnym zachowaniem? Że nie wiem o co tak na prawdę mu chodziło? Wiele pytań nie daje mi teraz spokoju, np. Czemu Malik stał po mojej stronie, zamiast chronić swoją dziewczynę? Mój niepokój narastał z każdą minutą, bo nie wiedziałam kiedy wrócą i na co mam być gotowa. Na wielki wybuch gniewu? Obym go przeżyła. Na ignorowanie mnie? O nie... Tego też bym nie przeżyła. Więc cokolwiek to będzie i tak muszę pożgnać się ze szczęśliwym ostatnim dniem tutaj.
     Starałam się uspokoić mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ale jaki to miało sens skoro doskonale wiedziałam, że tak nie będzie. Właściwie to czemu ja się w ogóle przejmuje ich opinią, JEGO opinią. Mam to w dup*e. Skrzyżowałam ręce na piersiach i założyłam nogę na nogę. Pozycja obronna przyjęta, jeszcze tylko poczekać trochę, iść do Nialla, wziąć rzeczy, wpakować się do samolotu i powitać rodziców z uśmiechem wmawiając, że były to nasze najlepsze wakacje. Już skaczę z radości.

    Usłyszałam samochód wjeżdżający na posesje, a potem zbliżające się kroki. Do domu weszło pięciu chłopaków. Każdy rozszedł się w swoją stronę. Niall do kuchni, Liam i Lou dołączyli do nas, Harry chyba do łazienki, a Zayn do swojego pokoju. Li i Louis nic nie mówili tylko się przywitali, uśmiechnęli i zasiedli na fotelu i sofie obok swoich dziewczyn. Odetchnęłam, że na razie nikt nic nie komentował, ale to na razie, oby tak zostało.
 -Idź- szepnęła Peam obok mnie.
 -Gdzie?- Dała mi sójkę w bok.
 -Dobrze wiesz, idź z nim pogadaj.
 -Nie, nie będę się z niczego tłumaczyła.
 -Nie musisz. Idź z nim pogadaj. Już!- Zgniatała mnie wzrokiem nakazując ostro. Nabrałam dużo powietrza i głośno wypuściłam- idź. Teraz.
 -Dobra... Idę- Zrezygnowana wstałam z kanapy, w drodze na górę minęłam się z Harrym. Stanęłam przed drzwiami z ciemnego drewna. Zastanawiałam się czy zapukać, czy po prostu wejść. Ale nie jestem tu nie wiadomo kim, więc cicho stuknęłam kilka razy w drewno. Nikt się nie odezwał, więc powtórzyłam czynność.
 -To ja- odezwałam się- mogę wejść?
 -Ty znowu tu? Myślałem, że nie będziesz chciała w ogóle ze mną gadać.
 -Ale chce. Przykro mi z powodu Perrie- drugie zdanie wypowiedziałam bez entuzjazmu.
 -Dzięki za współczucie, ale nie potrzebuję go. Może nawet dobrze zrobiłaś- całkowicie zbił mnie z pantykału. Po chwili milczenia wpadłam w złość, otworzyłam drzwi i głośno je za sobą zamknęłam.
 -Jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jesteś straszny! Okej, może jej się należało, ale wcale nie zrobiłam dobrze! Jesteś nienormalny! To twoja dziewczyna!
 -Była dziewczyna. Poza tym ja jej nic nie zrobiłem. Więc to ty jesteś ta okrutna, a nie ja.
 -JA?! Dobrze, zrobiłam to ale nie cieszę się z powodu wyrządzonej krzywdy. Ona więcej tu pewnie nie wejdzie!
 -Wyświadczyłaś mi przysługę zerwania z nią. Dzięki- Leżał rozluźniony na łóżku i tylko co kilka minut zerkał w moją stronę.
 -Wiesz... Czyli zamiast ją zostawić w normalny sposób, to bardziej ci się spodobało to jak ... to że ona się mnie przestraszyła? Że tak jakbym ją skrzywdziła? Nie uważasz że masz nie po kolei w głowie?
 -Po prostu lubię jak dziewczyny się o mnie biją.
 -Że niby ja się o ciebie biłam?! Chyba cię pojebało! Lalunia działała mi na nerwy, więc nic na to nie poradzę. Poza tym nawet nie było by warto jeśli na serio chodziło by o ciebie- zacisnęłam zęby próbując spokojnie oddychać.
 -Coś ty taka nerwowa? Gdzie panowanie?
 -Odpoczywa sobie. Jakiś problem?
 -Przestań- zmarszczyłam brwi próbując domyśleć się sensu tych słów.
 -Co przestać.
 -Udawać twardzielke, rzucać te cięte riposty i wszystko inne.
 -To nie ja zachowuję się teraz jak ostatni cham!
 -Dobra koniec tematu. Zapomnijmy o tym- Chciałam coś powiedzieć, ale ścisnęło mi się gardło. Opadłam na obrotowe krzesło.  Przymknęłam powieki i otworzyłam je dopiero kiedy usłyszałam dźwięk łóżka sygnalizujący że chłopak wstaje. Podszedł i kucną przede mną- Na prawdę chcesz się teraz kłócić? Ja nie mam na to najmniejszej ochoty.
 -Bo zapewne masz ochotę na co innego- Skrzyżowałam ręce i starałam się przybrać jak najzimniejszy wyraz twarzy.
 -Może i mam, ale nie wiem czy to w tej chwili odpowiednie- uśmiechną się rozbawiony.
 -To nie jest śmieszne- syknęłam.
 -I nie miało być. Wcale się z ciebie nie nabijam i mówię prawdę, nie okłamałbym cię.
 -Ta... i co jeszcze? Wyznasz mi miłość?- prychnęłam.
 -Mógłbym, ale jak już mówiłem, nie wiem czy to odpowiednia chwila. Nev? Nigdy o to nie pytałem, ale dziś to jakiś dziwny dzień. Mogę ci zadać pytanie?- Przytaknęłam nie wiedząc czego się spodziewać- Albo dwa, dwa pytania. Pierwsze: Czy jak byś mogła cofnęłabyś wszystkie pocałunki i naszą noc?- Przygryzłam nerwowo dolną wargę, ale zaprzeczyłam na co się delikatnie uśmiechną.
 -A drugie. Jakie jest drugie pytanie?
 -Drugie pytanie brzmi: Czy mogę cię teraz pocałować?- Zamrugałam dwa razy lekko oszołomiona zmianą jego postawy. Mimo, że bardzo bym teraz chciała to nie mogę. Muszę dać mu do zrozumienia, że nie jestem lalką za zawołanie.
 -Nie- odpowiedziałam stanowczo.
 -Zrobiłaś sie czerwona- uśmiechną się nonszalancko.
 -Ze złości- skomentowałam- myślisz, że kim ja jestem? Zabawką? Wsadź sobie do tego pustego łba, że żegnam się z tobą dziś za kilka godzin i całę szczęście, bo dłużej nie wytrymam z Tobą.
 -Właściwie to wylatujecie jutro rano, taka mała zmiana planów, bo nie byłyście na mieście, więc lot przełożony. Więc mamy kilkanaście godzin.
 -Duża różnica- prychnęłam. Położyłam mu dłonie na ramionach i odepchnęłam go do tyłu. Wstałam i tak po prostu wyszłam z pokoju. Jeśli przebywałabym z nim dłużej nie wiem jakby się to skończyło i wole nawet o tym nie myśleć.

   

    **Z perspektywy Peam**



     Zaczęłam się szykować do wyjścia do miasta. Nie czułam potrzeby zwiedzania go ale chłopaki nalegali. Pewnie i tak nie będziemy mieli spokoju. Zmieniłam bluzkę na z krótkim rękawem i narzuciłam na to cienką kurtkę. Włosy rozpuściłam i poprawiłam makijaż. Zeszłam po schodach do reszty i wszyscy razem wyszliśmy na podwórze. Wpakowaliśmy się do samochodów. Ja oczywiście poszłam do Harry'ego i po długich kłótniach z Niallem i Zaynem siadłam z przodu. Przez całą drogę obserwowałam naszego kierowcę. Starałam się zapamiętać każdy szczegół jego twarzy by zapamiętać go jak najdokładniej. byłam świadoma, że to nasz ostatni wieczór, ale starałam się o tym nie myśleć i bawić się jak najlepiej. Tuż przed wyjściem z samochodu uśmiechnął się do mnie przez co zapomniałam gdzie mam nogi aby wysiąść. Ciekawa jestem czy kiedyś przyzwyczaiłabym się do tych dołeczków prawie nie mdlejąc przy tym. Po dobrej minucie zapanowałam nad sobą i normalnie towarzyszyłam reszcie idąc za rękę z loczkiem. Chłopaki dobrze się maskowali, z tymi okularami, czapkami i kapturami ale niektóre fanki rozpoznały ich. Zanim stworzył się tłum i pojawili się paparazzi zdążyliśmy się wymknąć. Kątem oka obserwowałam pozostałych. Dan z Liamem, El z Lou, Niall wyszczerzony do telefonu oraz Nev i Zayna. To było najciekawsze. Ta idzie nie zwracając uwagi odpowiadając na jego pytania krótko - "tak, nie, aha, fajnie, ok ". Chłopak nie wydawał się jednak niezniechęcony ale wręcz przeciwnie rozbawiony i zaintrygowany.
 -Ej, słuchajcie Margaret do nas dołączy! -Wykrzykną szczęśliwy braciszek.
 -Kto to Margaret?- Zaciekawiłam się.
 -Dziewczyna, w której się bujną, właściwie to strasznie mu się podoba i odkąd ma jej numer prawie zawsze z nią pisze, a czasami gada, więc dziwne że jeszcze tego nie zauważyłaś. Czasami jeśli nie odpisuje przez kilka minut myśli, że już go nie lubi, albo ktoś ją napadł. Biedny, oszalał...- Loczek pokręcił z niedowierzaniem głową.
 -UUU.... Niall ma dziewczynę?!- Podekscytowała się kolejna, nie chce wiedzieć co kombinuję mój klon- I zaraz tu przyjdzie...?- wyszczerzyła się.
 -Nie, nie możesz nic do niej mówić, ani jej dotykać, ani nawet myśleć o niej!
 -Czemu?- udała urażoną.
 -Bo zawsze kończy się to źle- No nie wątpię, że Niall mówił prawdę. Nev miała w zwyczaju wypytywać dziewczynę o wszystko i jeszcze żadna nie zdała jej testu. Ale tak właściwie to chyba nie da się go rozwiązać. Zawsze po tym robiła coś żeby dziewczynę odstraszyć, więc rzadko się zdarzało żeby jakaś została na dłużej. Jestem ciekawa po co to robi i co ją to obchodzi.
    Miejscem spotkania z dziewczyną była budka z lodami w parku na obrzeżach miasta. Kiedy tam dotarliśmy już tam na nas czekała. Była niewysoką blondynką o średniej długości włosach i brązowych oczach. Była Ładna i nawet pasowała do Nialla, który jeszcze nie zdążył do niej podejść a już suszył zęby.
 -Hej- Ciemna blondynka przywitała się normalnie i nie była chyba skrępowana przy ilości tylu osób- Jestem Margaret- Podała mi i Neave rękę miło się uśmiechając. Wydawała się sympatyczna i rzeczywiście taka była.
 -Gdzie idziemy?- Padło pytanie.
 -Może na wesołe miasteczko?- Zaproponowała Dan, ale tylko Liam i El jej przytaknęli.
 -Fajniej będzie w disneylendzie! Idziemy?- uradował się "najstarszy" z nas.
    Nie było odmowy, więc wszyscy tam poszliśmy. Przyznaję, że był to nawet fajny pomysł. ;D
_______________________________________________
Błagam nie bądźcie na mnie złe, ale całkowicie straciłam wenę dla tego nie dodawałam tak długo rozdziału. Ten też jest strasznie słaby bo nie miałam w ogóle pomysłu! Będę się starać i przykro mi ale nie będę długo prowadziła tego bloga tylko jeszcze max kilka rozdziałów i to będzie koniec więc powoli do tego koca się zbliżamy. Przepraszam was :'(

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 32

       Blondynka pisnęła porażona widokiem a my momentalnie odwróciliśmy ku jej głowy.  Jej mina była zabójcza. Usta otworzone, oczy prawie z orbit wylazły.
 -No co? To już nie można całować czyjegoś chłopaka?- Przemówiłam pierwsza po czym uśmiechnęłam się rozbawiona i podniecona zwycięstwem nad Perrie.
 -Nie żyjesz!- Wskazała na mnie palec. Drugą rękę i szczękę miała zaciśniętą. A jej syk tylko mnie rozbawiał bardziej.
 -No dawaj. Zobaczymy kto tu umrze!- Nie wiem co mnie tak bawiło. Dobra wiem- ONA. :D- Ale jakbyś mogła zdejmij pierścionki i kolczyki co? Jeszcze pogubisz i będziesz jeszcze bardziej rozmazana niż jesteś teraz :P Zesztywniała, ale zaraz się opanował i podeszła. Złapała mnie paznokciami za nadgarstek i wyrwała od zdrętwiałego chłopaka-Ej! Nie tak ostro! Jeszcze się oparze!
 -Eh wiem że jestem gorąca- zarzuciła włosami.
 -W takim razie możesz się opalać w mojej zajebistości bo jakoś pobladłaś- prychnęłam- O! A teraz poczerwieniałaś! Kurde może idź do lekarza, bo zmieniasz się w mgnieniu
ka- Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej czekając na jej ruch.
 -W twoim przypadku to nawet psychiatra nie pomoże więc ja lekarzem się nie martwię. Ale jeśli chcesz to mogę cię zapisać do najbliższego szpitala z trudną młodzieżą, są tam sami tacy jak ty. Piją, palą, ćpią, tną się, mają jakieś zaburzenia i takie tam. Może skorzystasz?
 -Hmm.. nie dzięki. Nie piję, palę czasem i nie posiadam żyletki a z moją psychiką da się żyć- Sztucznie się uśmiechnęłam.
 -Jak się bierze to tak już jest... Mówiłam ci kiedyś, że działasz mi na nerwy?- nachyliła się nieco.
 -Nie, ale coś obija ci się w myślach, że mnie nie lubisz i chętnie byś mi wykrzywiła ryj- przechyliłam głowę na prawo ze słodkim wyrazem twarz.
 -Uwierz, że wygląda to inaczej i nie umiesz mi czytać w myślach- położyła ręce na biodra i stała w lekkim rozkroku.
 -A skąd wiesz...- Przybrałam jej pozę i pochyliłam się ku niej z podniesioną brwią.
-Skoro tak sądzisz to co teraz myślę?- Zrobiła dzióbek.
 -Że zaraz na mnie skoczysz z pazurami myśląc, że będziesz wyglądała jak piękny lampart a tak naprawdę będziesz wyglądać jak hipopotam machający rękami we wszystkie strony.
 -Hmm... brzmi ciekawie. A przepowiadasz przyszłość? Jak wyglądasz? Bardzo źle?
 -Nie, ale martwiłabym się o ciebie. Będziesz miała połamane paznokcie i troszeczkę sine pod okiem, ale nie martw się. Makijaż zakryje.
 -DOŚĆ TEGO! ZABIJE CIE!- Rzuciła się tak jak przypuszczałam, ale odeszłam troszeczkę w bok i musiała zawrócić do mnie.
 -AU! Podrapałaś mnie! Zobacz!- Pokazałam ramię ze zdartym naskórkiem. Warknęła i uderzyła mnie w klatkę piersiową z pięścią- O nie! Baby po cyckach się nie leją!- Złapałam jej nadgarstki i uniemożliwiłam jej ruch.
 -Przestańcie- powiedział stanowczo Zayn nie wiedząc co zrobić.
 -Oj przestań daj mi się zabawić!- Zaśmiałam się, ale po chwili syknęłam kiedy kopnęła mnie w kolano- Nie ładnie. Jesteś bardzo nie miła- skomentowałam. Wyrwała się i przyłożyła mi otwartą dłonią w policzek, że aż się odwróciłam o 180 stopni. Chłopak chciał podejść, ale zatrzymałam go gestem ręki.
 -Daj spokój Nev, czemu nic nie robisz? Boisz się? No uderz mnie!- Krzyczała.
 -Nie warto- odpowiedziałam spokojnie masując prawdopodobnie czerwony policzek.
 -Nie warto?!
 -Perrie uspokój się- ponownie wtrącił się obserwator- Idź na dół, zaraz przyjdę i ci wyjaśnię.
 -CO! Co mi masz wyjaśniać! Że mnie zdradziłeś z nią?!
 -No wiesz nie była to do końca całkowita zdrada,była jakiś czas temu, ale wiesz... chyba lepiej by było jak byś się nie denerwowała. Pogadamy i wszystko będzie okej. Nie musisz od razu się bić, jeszcze coś ci się stanie.
 -MI?! Chyba jej! Nie mogę się na TO patrzeć.
 -Nie umiesz odróżniać rodzaju? Podpowiem ci. Jestem rodzajem żeńskim a ty?- wciąż choć poirytowana mówiłam spokojnie i kpiąco. Przeszyła mnie wzrokiem i wymierzyła cios, ale mój refleks chyba jest lepszy od jej szybkości. Bez problemu złapałam jej dłoń zaciśniętą tak że miała białe kostki. Potem wykręciłam ją za plecy i tak ją trzymałam.
 -PUSZCZAJ! TO BOLI! AŁA! PRZESTAŃ!
 -Powiedz ładnie przepraszam za wszystko co przed chwilą mówiłaś oraz, że więcej nie wejdziesz mi w drogę, nie będziesz wyzywać oraz przyznasz że jesteś beznadziejna w agresyjnym zachowaniu.
 -NIE! PUŚĆ TY SZMATO! DZIWKA!- Wkurzyłam się i pociągnęłam jej rękę wyżej, aby ją mocniej bolało.
 -Nev, puść ją- odezwał się.
 -Nie- odpowiedziałam stanowczo- zasłużyła sobie.
 -ZDZIRA! SUKA!- wykrzykiwała- ZABIJĘ CIĘ!- Nie wytrzymałam i docisnęłam żeby pod wpływem bólu zgięła się po czym położyła się na podłodze a ja siadłam za nią trzymając cały czas jedną- prawą rękę. Złapałam też drugą i zrobiłam z nią to samo. Cios łatwy bez wysiłku a sprawia tyle bólu...
 -MOŻE W KOŃCU PRZESTANIESZ MNIE WYZYWAĆ?! MOŻE W KOŃCU USTĄPISZ?! JESTEŚ TU NIEPOTRZEBNA I TYLKO WSZYSTKICH DENERWUJESZ! NAWET NIE WIESZ ILE CZEKAŁAM NA TAKĄ CHWILE JAK TA!- Dostałam jakby porażenia wspomnień jak bardzo mnie odraża i wkurza, zacisnęłam swoje dłonie na jej nadgarstkach, aż kostki mi zbladły- JESTEŚ NAJWIĘKSZĄ SUKĄ I DZIWKĄ JAKĄ WIDZIAŁAM! MOGŁABYM CI TERAZ NAWET TE RĘCE POODRYWAĆ TYLKO OBY MIEĆ Z TOBĄ SPOKÓJ I WIĘCEJ NIE ZOBACZYĆ!
 -Matko co tu się...! Nev! Zostaw ją!- Krzyczała przerażona siostra w progu, za nią dostrzegłam chyba wszystkich domowników. Musieli słyszeć tą pizdę, nie dało się nie usłyszeć jej pisków i wrzasków. moich też... odwróciłam od nich wzrok i skupiłam się na punkcie pode mną. Wiła się i próbowała wydostać. Nie było mi jej szkoda, nawet w najmniejszym stopniu. Miałam zaciśnięte usta, a oczy zaczęły piec, lecz nic z nich nie wypłynęło. Czułam taki wstręt i odrazę jak jeszcze nigdy. Całą złość władowałam w zadawany jej ból...
     Poczułam silne dłonie na ramionach i, że ktoś mnie odsuwa od leżącej dziewczyny. Obejrzałam się i zobaczyłam Liama reszta się gapiła. Za chwilę też podszedł Harry odrywając moje palce od jej nadgarstków co uwolniło blondynkę. Odwróciła się przerażona z mokrymi policzkami od łez. Miała czerwone oczy i strach w oczach. Odsunęła się ode mnie aż pod samo łóżko o które się oparła. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co zrobiłam. Działałam pod silnym wpływem agresji i nawet nie patrzyłam na to co robię. Na jej wyraz twarzy doznałam prawdziwego szoku. Zauważyłam na jej nadgarstkach czerwone ślady oraz dobrze widoczne ślady paznokci. Nie wiedziałam co zrobić. Stałam otępiała. Liam cały czas trzymał mnie pod ramionami a Harry za ręce zerkając w stronę przerażonej Perrie. Jak mogłam to zrobić?! Nie mogłam z siebie wydusić słowa, warga i dłonie mi drżały. Odwróciłam lekko głowę i widziałam zszokowane dziewczyny i resztę. Zayn stał za mną w bezruchu jak posąg.
 -Chodź stąd- szepną Li odciągając mnie do tyłu. Ostatni raz spojrzałam na zapłakaną blondynkę i wyszłam z pokoju już podtrzymywana przez El i Nialla. Z boku szła Danielle i Peam. Wprowadzili mnie do innego pokoju. Zostałam sama z dziewczynami, blondyn bez słowa odszedł. Mulatka położyła swoją dłoń na moje kolano siedząc obok na łóżku. Wszystkie mi się przyglądały. Podciągnęłam nogi pod brode i schowałam twarz.
 -Ja... j.. ja nie chciałam- głos mi drżał, że nie mogłam go opanować. Starałam się uspokoić oddech i bicie serca lecz na próżno. Cały czas widziałam jej twarz.. ich twarze. Wszyscy zszokowani, nie wiedzieli co zrobić...
 -Cii... Jest dobrze...- pocieszała Eleanor.
 -Dobrze?!-Wzburzyła się Peam- Jak ty mogłaś jej tak zrobić! Rozumiem, że można było jej nie lubić... ale, żeby tak.. to wszystko poszło... Nie wiem co o tym myśleć...
 -Co się stało?- Wtrąciła pocieszająco Danielle, ale nie odpowiedziałam. Położyłam się tylko na łóżku i zamknęłam oczy starając się zapomnieć o tym co zrobiłam. Nie umiem panować nad emocjami, nie zawsze i nie w przypadku niektórych osób...


**Z perspektywy Peam**


  -Zayn?-Podeszłam do chłopaka siedzącego w salonie. Odwrócił głowę w moją stronę- Co się tam stało? Neave nic nie mówi i chyba nawet zasnęła...- Westchną.
 -Nic takiego.
 -To wyglądało na coś dużo bardziej strasznego. To nie było nic takiego, ona ma zawsze uczucia i wszystko pod kontrolą. Nigdy nie widziałam jej tak złej.... tak nieopanowanej.
 -Perrie trochę ją obraziła... i uderzyła kilka razy. Potem Nev jej za wszystko oddała.
 -I ty tam tak stałeś? Nic nie zrobiłeś?- Powiedziałam z wyrzutem.
 -A co mogłem zrobić? Nie wiedziałem. Nie chciałem żadnej się narażać! Mogłem tylko patrzeć jak to potoczy się dalej, ale jak zobaczyłem jak ona ją trzymała... jak ją poniosło... Nie wiem. Zadawała tyle cierpienia i nie patrzyła na nic, przez chwile nawet się jej bałem, miałem już je oderwać ale zrobiłem tylko krok, a wy weszliście i Liam z Harrym wkroczyli do pomocy. Żałuje tego co się stało i tego co jej powiedziałem. Był to chyba najmniej odpowiedni moment na wyznania. Gdyby nie to, pewnie by nic się nie stało, albo by olała ją i wyszła. Wszystko poszło nie tak- wyglądał na zmartwionego, ale mocno trzymał kamienny wyraz twarzy, próbował nie zdradzać uczuć.
 -A co z.. nią? Z Pezz...?
 -Żyje. Lou ją odwiózł do domu.
 -Co zaszło między wami? Czy wy, jesteście parą czy coś?
 -Nie wiem.  I tak ona wyjedzie zaraz, więc nic z tego. Będę musiał się z tym pogodzić i przestać o niej myśleć.
 -A więc o niej myślisz... Uwierz, że trudno będzie ci jej zapomnieć. Chłopaki jak się w niej bujneli to można było to nazwać uzależnieniem.
 -Chyba wiem o czym mówisz. I chyba jest ze mną gorzej niż z nimi wszystkimi razem... Chyba na prawdę się w niej zabujałem.
 -Zabujałeś? To chyba mało powiedziane...


**Kilka godzin później**



    -Co robimy?- Zagadną pierwszy Louis siedząc przy stole. Wszyscy popatrzyli po sobie. Jedliśmy w ciszy, która jak dla mnie była nie do zniesienia. Nev cały czas była w pokoju i się nie odzywała co bardzo mnie martwiło, ale nie wyglądała jakby chciała uciec od problemów, ona po prostu żałowała tego co zrobiła nawet znienawidzonej osobie. Dobrze wie, że ją poniosło i nie potrzebuje jakiś kazań. Chyba wyjedziemy jutro, patrzyłam i mamy samolot wieczorem. Tak będzie chyba dla niej najlepiej.
 -Chodź na górę- zaproponował siedzący z boku Harry. I tak nic nie jadłam, więc skinęłam głową i poszłam za nim po schodach i do jednej z sypialni. Była jego, miała jasno czerwone ściany i ładne ciemne podłogi z puszystym dywanem. Łóżko było dwuosobowe, a po bokach stały na stoliczkach lampki. Przy biurku stała gitara, a na nim laptop. Przez duże okno wpadało mdłe światło zachodzącego już słońca.
 -Siadaj- wskazał kanapę stojącą pod przeciwną ścianą niż patrzyłam. Tak też zrobiłam, siadłam po turecku i wpatrywałam się w niego- stał oparty o ścianę i robił to samo co ja. Przyglądał mi się- Nie chce żebyś wyjeżdżała- odezwał się ze smutkiem.
 -Muszę, dobrze wiesz. Chyba, że przystanę na propozycje Thomasa i zostanę modelką- zaśmiałam się cicho.
 -To bądź nią. Będzie fajnie jak będę cię podziwiał na wybiegu w najnowszych stylizacjach lub dziwacznych strojach- pokazał swoje słodkie dołeczki w policzkach.
 -Chyba  jednak najpierw uczończę liceum, tak było by lepiej. O kurde! Zapomniałam!
 -O czym?
 -Nie zadzwoniłam do rodziców przez kilka dni! Pewnie się denerwują!
 -Dziewczyno, masz 17 lat. Zrozumieją to na pewno- może miał racje? Nie dzwonili, więc puls może już się uspokoić.
   Nic więcej nie mówiąc wstał i chwycił mnie za rękę. Pomógł mi wstać po czym delikatnie musną moje usta. Czułam jak serce mi wariuje, a kolana miękną. Złapał mnie w talii i przyciągną do siebie. Idąc do tyłu napotkał łóżko, na którym się położył, a mnie na sobie. Trzymał swoje emocje i wiedziałam, że nie chce mi nic zrobić. Chce być dla mnie dobry i delikatny i podchodzić stopniowo, więc niczego ode mnie nie oczekiwał. Nie spodziewałabym się po nim tego, ale taki był. Dbał bardziej o mnie hamując swoje potrzeby.
_______________________________________
Hej przepraszam za długą nieobecność. (Przez 4 dni byłam poza domem na wyjeździe więc nie miałam jak pisać) Rozdział taki sobie :( a jak wam się podoba? Może być? Wyraźcie swoją opienię :*

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 31

**Z perspektywy Peam**


      Wyciągnęłam Nev od Thomasa i wzięłam do mieszkania Nialla. Kiedy tam weszliśmy szybko rzuciła swoje rzeczy w kąt w holu i we trójkę weszliśmy do środka.
 -Ładnie tu masz- odezwała się do brata.
 -Wiem, trudno żebym nie miał- wystawili sobie języki, a ja przewróciłam oczami- zadzwonię do reszty. O! Albo chodźmy do naszego apartamentu, tego wspólnego, jest tam więcej miejsca, niż tu.
 -A po co? Chcesz imprezę urządzać?- nie rozumiem po co było wszystkich zwoływać, ale może jednak spotkaniem z Harrym bym nie pogardziła...
 -Jeśli chcesz to możemy, ale pomyślałem, że dziś może jakąś wspólną nockę byśmy zrobił. Nie Peam, nie taką wspólną nocke jaką sobie możesz wyobrażać z Stylesem- dałam mu kuksańca w ramie i chrząknęłam.
 -uuu... No, no Peam. Nie wiedziałam, że lecisz na niego!- wtrąciła blondynka.
 -Zamknij się, nie komentuj. Niall kontynuuj swoją wypowiedź.
 -Ok, więc... dawno wszyscy razem nie byliśmy to może filmy?
 -Znowu? Nie macie co innego do robienia? Tylko siedzicie przed telewizorami i żrecie czipsy popijając colą. Ludzie! Może coś oryginalniejszego?! Nie wiem... jak wspólna kolacja przy świecach! Bardzo romantyczna i nie było tego u nas. I nie liczy się pizza przy lampce!
 -W sumie to może po prostu zwykła kolacja robiona przez nas? A do tego możemy iść potem na podwórko pograć w coś- uśmiechną się- Na przykład w nogę.
 -O NIE!- Od razu się sprzeciwiłam- Ostatnim razem złamałam tą nogę! Nigdy więcej piłki nożnej.
 -To było dobre parę lat temu. Nie przesadzasz czasem? Możesz siedzieć i się patrzeć, albo poodbijać sobie siatkową co tobie wychodzi dobrze. Jako jedyne.
 -To nie było miłe. Która godzina?
 -13:30, idę odpocząć przed telewizorem z czipsami i colą do czasu wyjścia, ktoś ze mną?- No Nev ostatnio nie oglądała chyba filmów, ale ja tak. Więc może pójdę wziąć prysznic...



**Dwie godziny później z perspektywy Neave**



    Weszłam na dużą posiadłość otoczoną wysokim białym murem. Z boku był podjazd a na przeciwko ogromna willa. Z lewej stolik i grill, a z tyłu z tego co wiem podwórko do robienia czegokolwiek się chce oraz mały basen. To się nazywa życie!!! Zachwycona rozglądałam się, a kiedy weszłam do środka to tylko kopara mi opadła. Nowoczesny bogaty wystrój, wszystko POSPRZĄTANE! Pewnie ze trzy pokojówki tu pracują na utrzymanie porządku. Zdjęłam trampki i razem z Peam przeszłyśmy do salonu. Stały tam dwie skórzane kanapy a przed nimi ogromna plazma powieszona na ścianie. Obok był też kominek a po przeciwnej stronie pomieszczenia dwie komody oraz półka z poustawianymi różnymi rzeczami i zdjęciami. Na podłodze znajdował się jasny puchaty dywan w większości przykrywający ciemne panele. Ściany były pomalowany na czerwony a sufit ozdabiał srebrzysty żylandor. Zasłony były w brązie przy jasnych firankach. Naszą fascynacje przerwał wchodzący tu Louis.
 -Dzień dobry. Witam, chcecie coś do picia, kawę, herbatę?- Skrzywiłam się na uprzejmego chłopaka z wielkim bananem udającego dobrego gospodarza.
 -Nie, dzięki- Odpowiedziałyśmy równo.
 -Nie bójcie się, nie ma trucizny. El robi.
 -Oo, to dziewczyny też są?- Zdziwiłam się, ale przecież to chyba było oczywiste. Przecież to dom ich chłopaków!
 -No, są w kuchni z Harrym i robią zapiekanki. Reszta w pokojach. 
 -Jakaś nowość. Sami robicie coś w piekarniku? A czy to nie grozi spaleniem wszystkiego?- Peam zachichotała i poszła w kierunku wskazywanym przez Lou do kuchni. Niall mnie wyminą i rozsiadł się na kanapie tak jak Liam, który przed chwilą zszedł z góry. Wzięłam oddech i poszłam do kucharzy, jeśli tak można było nazwać ludzi pośród wielkiego bajzelu. Oby to chociaż smakowało... Przywitałam się i siadłam przy blacie obserwując wszystkich.
 -Hej Neave- usłyszałam chłodny i zarazem słodki głos ... Perrie. Odwróciłam się na siedzeniu i spojrzałam na jasnowłosą stojącą z rękami opartymi na biodrach.
 -Cześć Perrie- odpowiedziałam równie ostro.
 -Dawno cię nie widziałam. Co się stało?
 -Małe problemy, dzięki za troskę- uśmiechnęłam się sztucznie- A co tam u ciebie? Jak się układa z Zaynem?
 -Wszystko w porządku i bardzo dobrze nam ze sobą. A ty znalazłaś sobie kogoś?
 -Nie, nie spieszę się z tym. Mam co innego do roboty niż podlizywanie się chłopakom i machaniem przed nimi tyłkiem i cyckami.
 -No nie dziwie się. Z takimi kształtami pupy trudno to zrobić- Zgryźliwie prychnęła.
 -No czasami mniejszy a kształtniejszy fajniejszy niż taki tłusty, że nie trzeba się wysilić by nim potrząść. Sam sobie daje radę- Potrzepałam rzęsami i już miałam coś dopowiedzieć kiedy Malik wszedł i cmokną ją w policzek. Co za dupek.
 -Cześć skarbie, zobacz. Neave przyszła, a wy się tak o nią martwiliście- chłopak przytakną jej i spojrzał na mnie rozżarzonymi oczami, że aż cieplej mi się zrobiło więc tylko się blado uśmiechnęłam i odeszłam do Danielle krojącej warzywa na surówkę. Nie chciałam nikomu mówić jak nie lubię tej baby, ale chyba Dan podziela moje zdanie.
 -Wredna suka- syknęłam. Dziewczyna podniosła na mnie pytający wzrok, więc kiwnęłam głową na flirtującą parę. Podniosła lekko kąciki ust jakby mnie rozumiała.
 -Co tym razem zrobiła?
 -Jest tu. Na każde jej słowo chce mi się rzygać.
 -Musisz to wytrzymać, zwłaszcza jeśli chcesz jej zabrać chłopaka. Bądź cierpliwa.
 -Co? Stop. Od kiedy ja chce zabrać tego dupka tej szmacie? Oboje są siebie warci, znajdę kogoś lepszego- westchnęła i spojrzała na mnie jakby błagalnym wzrokiem.
 -Przestań tak mówić. Nie ukrywaj, że coś cię łączy z Malikiem, zwłaszcza po wiesz czym. Poza tym, od początku jakoś tak byliście ze sobą w dziwnych stosunkach.
 -Co przez to rozumiesz?
 -No.. nie wiem. Wasze spojrzenia, rozmowy. Wszystkie kłótnie. To nie była jakaś złość, tylko jakby pokazanie wyższości.
 -A co jak jednak od samego początku go nie lubię? Po prostu mnie odpycha od niego?
 -Chyba chciałaś powiedzieć przyciąga. Wywal tą tapeciare jak najszybciej.
 -Mogę już teraz wyrzucić ją na zbity pysk, tylko chyba nie uszło by mi to na sucho. Zwłaszcza u Zayna. By mi dał za takie coś.
 -Czyli jednak przystajesz, że liczysz się z jego zdaniem, a jednak chcesz mu zrobić na złość.
 -A ty co? Psycholog?
 -Ej, spokojnie. Chce ci pomóc.
 -Jakoś ci to nie wychodzi. Zwłaszcza, że za jakieś trzy-cztery dni wracam do domu i koniec tych wakacji. Oni mogą się pukać co noc i nie obchodzi mnie- dziewczyna westchnęła i patrzyła z politowaniem- no co? Co mam zrobić?- jej mina wskazywała że na coś wpadła. Potem uśmiechnęła się chytrze i pociągnęła mnie za nadgarstek do przedpokoju.
 -A gdybyś tak... no wiesz, skoro jego jednak coś go do ciebie ciągnie, to jakbyś go trochę ten..
 -No mów normalnie- niecierpliwiłam się.
 -Idź tam i pocałuj go przy niej. Ona się wkurzy i zacznie się drzeć i wyjdzie a jak zechce się bić to będę ci wiwatowała i trzymała kciuki za twoją wygraną- pokazała zaciśnięte kciuki.
 -Nie ma mowy. Odwala ci? Nie zrobię z siebie zdziry tak jak ona.
 -Spójrz na te dobre strony. Pomożesz tym biednym domownikom w pobyciu się tego ścierwa...
 -O czym gadacie?- Wstąpiła Eleanor.
 -Yyy....
 -O tym żeby Nev wywaliła z domu Edwards- wyszczerzyła się mulatka.
 -O! Wtajemniczycie mnie?! Kocham takie akcje!
 -Cii... Namawiam ją żeby jej dowaliła całując się z Malikiem. A potem przywaliła jej w morde i wykopała z domu!
 -A ja myślałam, że to ty jesteś ta normalna, rozważna i najmniej agresywna. Spokój to chyba tylko połowa ciebie- powiedziała w zdumieniu El.
 -To co działamy?
 - N I E. Koniec kropka!- weszłam z powrotem do kuchni a niepocieszone dziewczyny za mną.

    
   -Nev? Mogę cię na chwilę?- zamroziło mnie normalnie. Odwróciłam się na pięcie stając przed Malikiem a za nim zobaczyłam El i Dan podnoszące kciuki w górę. Przytaknęłam ledwo zauważalnie i poszłam za nim na górę nerwowo się oglądając. Weszliśmy prawdopodobnie do jego pokoju. Miał czarne ściany i szaro-białe meble. Zostawił uchylone drzwi. Zapewne wyczuł, że nie czuję się tu swojo.
 -Słuchaj, wiem... że masz coś mojego. I nie prosiłbym o zwrot, bo nie są mi potrzebne mam... yy nowe, ale jednak chce żebyś mi oddała wszystko co wzięłaś- przełknęłam gulę, która urosła mi w gardle i odezwałam się suchym głosem.
 -Po co skoro nie są ci potrzebne?- siadł na łóżku przykrytym białą kapą.
 -Bo boję się, że... ciebie pokusi i je weźmiesz- spojrzał spod wachlarza rzęs. Spuściłam wzrok na podłogę i poczułam, że robi mi się cieplej, ale zaraz odzyskałam pewność siebie i nabrałam ducha walki, żeby nie oddać mu tego. Nie, że ja bym to chciała, ale jak będzie brał podwójną dawkę... będzie za dużo. I będę miała poczucie winy.
 -Nie wmówisz mi, że się o mnie martwisz- syknęłam ostrym głosem.
 -Jeśli uważasz, że kłamie nie będę próbował cię do tego przekonać. Po prostu....
 -Chcesz się zaćpać na śmierć- dokończyłam w mojej wersji.
 -Nie. Czy nie możesz być raz tak miła i pójść na ręce i mieć spokój?
 -Sory, ale życie nauczyło mnie, żeby nie dawać komuś czegoś co może mu zaszkodzić.
 -A więc to ty się o mnie martwisz. Spokojna głowa, zatroszczę się o siebie.
 -Nie sądzę- wstał i podszedł kilka kroków. Nie ruszyłam się czekając co zrobi, albo powie. Jednak milczał co mnie niepokoiło. Wydawał się z pozoru rozluźniony, ale ja wiem, że jest spięty i próbuje tylko zamącić mi w głowie.
 -Nie oddam ci ani prochów, ani żadnych tabletek. Nie mam ich.
 -W takim razie mam wierzyć, że się ich pozbyłaś tak?
 -W pewnym sensie... Tak.
 -Wszystkich? Chwila... jak to w pewnym sensie? Co zrobiłaś?
 -Czy to ważne?
 -Dla mnie tak- Spojrzałam głęboko w jego oczy i dostrzegłam jakieś nutki nadziei, tylko nadziei na co?
 -Mam tylko trochę. Tylko trochę mi zostało.
 -Jak to zostało?! Ty... ty je wzięłaś... wciągałaś?- Zacisnęłam szczęki czekając na jego reakcję. Była zbyt gwałtowna. Chwycił swoimi dłońmi moje ramiona i czułam się jakby parzył mnie spojrzeniem- Nie dawaj mi kolejnego powodu na to żebym myślał o tobie w inny sposób niż znajomej- jego oczy złagodniały i wręcz zachłannie wpił się w moje usta, nie opierałam się i wręcz przeciwnie, uświadomiłam sobie jak bardzo uwielbiam jego dotyk. Serce zaczęło galopować, a ręce trząść. Umysł szwankował, że aż zakręciło
ię w głowie. Objął mnie w talii, a ja mu zarzuciłam ręce na ramiona. Przyciągną mnie mocno do siebie, że czułam ciepło jego ciała. Kiedy zaczął muskać moją szyję dobyłam się głosu.
 -Czyli jednak nie myślisz o mnie jak zwykłej złośliwej znajomej?
 -Nie. Ja po prostu za tobą szaleję- wymruczał, a drzwi w tym momencie otworzyły się z uderzeniem wściekłości.

__________________________________________
Siemcia. Przepraszam, że dawno nie dodawałam rozdziału. Jak się podoba? :D

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 30

**Z perspektywy Neave**

   

     -Nie śpisz?- usłyszałam za sobą zachrypnięty głos chłopaka i oderwałam wzrok od ekranu.
 -Nie- spuściłam głowę- nie chce mi się, za dużo wrażeń. Thomas westchną i usiadł obok na kanapie.
 -A jak cała noc? Wyglądasz.. yy... źle- czy aż tak wyglądałam?
 -Jak widzisz żyję- wzruszyłam ramionami- Zaraz pewnie moje szanowne rodzeństwo wpadnie i zacznie się krzyk, wrzask, płacz, przepraszanie i takie tam.
 -Skąd wiesz?
 -Zaufaj mi. Jestem wszechwiedząca.
 -Ufam ci i nie wątpie w twoją wiedzę i zdolności- zaśmiał się cicho i poszedł do kuchni zrobić kawę, a ja wyciągnęłam z walizki świeży zestaw (krótkie spodenki i czarną bokserkę) i zaczęłam poranną toaletę.


    -Nev! Wyłaź z łazienki! Ktoś do ciebie!- Czyżby już mnie znaleźli? Czy natrętny Malik przyszedł mnie odebrać? Nie zdążyłam nałożyć czegoś na sińce pod oczami po nieprzespanej nocy! Ale mam nadzieję, że rodzeństwo zrozumie, jeśli to oni. Wygładziłam ręką włosy i wyszłam. W progu zastałam nikogo kogo bym się spodziewała.
 -Dan? Eleanor?- to zaraz wszyscy się tu zejdą mnie odwiedzać!
 -No siema!- Przytuliły mnie jednak stałam bez ruchu.
 -Co wy tu robicie?
 -Miłe powitanie. Tak odwiedzamy cię, bo Niall tak pędzi tu samochodem, że myślałyśmy, że nie będziemy pierwsze- wyszczerzyła się brunetka.
 -Więc jadą tu?- skrzywiłam się- ym, rozbierzcie się. Tom? Chyba będziesz miał tego dnia bardzo dużo gości.
 -Najwyraźniej- uśmiechną się. Dziewczyny pozdejmowały cienkie sweterki i zdjęły buty.
 -Są blisko- poinformowała El stojąc w oknie śmiejąc się rozbawiona. Znalazłam się przy niej i zobaczyłam jak samochód mojego brata wjechał na parking ze zbyt dużą prędkością. Wyskoczyła z niego blondynka i farbowany blondyn, od razu rzucili się w stronę klatki.
 -Uwaga, uwaga!- krzyknęłam z wyciągniętymi rękami w górę- nie odpowiadam za nic co się stanie, co zobaczycie albo usłyszycie! To nie moja wina.
 -A czyja niby?- wtrącił szatyn.
 -Twojej mamy, która rozpowiada gdzie mieszkasz- pokręcił głową i znikną za progiem kuchni.
 -Mam pomysł...- wyszczeżyłam się sama do siebie, ale reszte musiałam wtajemniczyć w swój plan, więc od razu do tego przystąpiłam, bo zostało pewnie jakieś kilka sekund- udawajcie, że nie ma mnie w domu.
 -Co? Peam się załamie. Nie rób jej tego. Ja powiem.
 -Daj spokój, El. To tylko na chwile, potem jej wyskoczę TA DA! Nie będzie aż taka wkurzona, przeżywała gorsze histerie. Jakby co zwinęłam się jakąś godzinę temu- przeszłam do sypialni Thomasa i wskoczyłam do jego szafy (na wszelki wypadek jakby mnie po domu szukali). Usłyszałam szybkie, energiczne pukanie.


** Z perspektywy Peam**

    - Thomas... gdzie ona jest? Powiedz, że tu jest! Nev!
 -Wyszła, jakąś godzinę temu. Po prostu prysnęła z rzeczami- Chwyciłam się za głowę i oparłam o ścianę.
 -Wiesz, gdzie poszła?- Zapytał Niall lekko zdyszany po truchciku po schodach. Szatyn pokręcił przecząco głową i wskazał ręką żebyśmy weszli. Zdjęłam buty i swoją jeansową kurtkę i zaraz siedliśmy obok Danielle i Eleanor na sofie. Oparłam łokcie na kolanach i schowałam twarz w dłonie pocierając ją.
 -Trzymaj się, nie ucieknie przecież- pocieszał blondyn.
 -Uciekła i już dawno to zrobiła. Może to my coś robimy nie tak i przez nas uciekła- pociągnęłam nosem- może to nie chodziło o Zayna, tylko o mnie? Nie mogę sobie darować, że zrobiłam coś nie tak i nie wiem co! A może coś banalnego? I się ... dobra histeryzuję- stwierdziłam i szybko się pozbierałam.
 -Mogę przejść po mieszkaniu?- zapytał Niall, po wyrażonej zgodzie wstał i odszedł do innego pomieszczenia.
 -Zanim się obejrzysz będziecie we dwie się z tego śmiały a po mrugnięciu stanie przed tobą- zapewniła mulatka. Pokręciłam głową- no może nie po mrugnięciu, ale jak podniesiesz głowę daję słowo, że Nev zjawi się jak duch- dodała.
 -Nie chcę na was patrzeć bo się pewnie rozmazałam- skłamałam choć wiedziałam, że nie miałam cieni, a tusz wodoodporny, więc łzy go nie zmyją.
 -No dawaj, chcesz wyruszyć na poszukiwania? Nie będzie trudno- zapewniał Tom. Nie mogą być pewni swoich słów i chyba jej nie znają skoro sądzą, że tak łatwo się podda. Będzie grała w chowanego jak w dzieciństwie. Póki się jej nie znajdzie nie wyjdzie z kryjówki, którą co jakiś czas zmienia- nie powiem "A nie mówiłem", ale posłuchaj nas.
   Nagle poczułam jak lekka i chuda dłoń dotyka mojego kolana i delikatnie je ściska. Przełknęłam ślinę i po głębokim oddechu odsłoniłam oczy. Przede mną klęczała rozczochrana blondynka z worami pod zielonymi, zmęczonymi oczami. Czułam jak drży mi warga kiedy ona lekko się uśmiechnęła.
 -Nie maż się wieprzu- jej kąciki ust podniosły się wyżej.
 -Ty wredna małpo- rzuciłam się na nią i obie wstałyśmy w mocnym uścisku- Jak mogłaś mi to zrobić?!
 -Tak jakoś wyszło.
 -Twoja stała wymówka? Znam ją.
 -Może pochwała dla mnie że znalazłem zgubę w szafie?!- Niall udał zdenerwowanego, jednak zaraz się rozchmurzył i cmoknął Nev w czubek głowy- wariatka.
 -Tak, wiem. Jestem Krejzi- powiedziała- a i jeszcze jedno. Twoja kasa leży u mnie w torbie.
 -CO!?
 -No pożyczyłam kartę kredytową, chyba się nie gniewasz?! Poza tym nawet nie zauważyłeś bogaczu :D.
 -A teraz mój wykład- przygotowywałam co jej powiem od chwili kiedy zniknęła i nie ominie jej to!- Zacznijmy od tego, że nie dość, że zwiałaś tam to jeszcze zachciało się polecieć do Londynu, a po drodze odwiedzić domek! Jakby rodzice cię zauważyli miałybyśmy prze*ebane. Odnalezienie cie nawet nie wiesz ile kosztowało moje nerwy! Byłam bliska załamania i histerii! Jak mogłaś to zrobić?! Po co to zrobiłaś?! DLACZEGO!!! Nie mogłaś powiedzieć "Ej wylatuję, chce ktoś ze mną?"  A nie szlajać się po mieście i klubach i co jeszcze plażach na których cię nie było! Czy ty myślisz?!- Moja wypowiedź chyba trochę ją speszyła, bo nic się nie odezwała. Przez chwilę na mnie patrzyła, a potem tak znikąd przytuliła.
 -Przepraszam- wyszeptała.
 -Nienawidzę cię debilu!
 -Ja ciebie też.
 -Wzruszająca chwila- rozbłysł flesz aparatu Thomasa.

___________________________________________________
Witam was :D no to 30 rozdziałów już jest :O szybko leci. Słuchajcie chyba podziele opowiadanie na 2 części i ta druga niedługo się zacznie :* Skomentujcie i takie tam <33

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 29

   **Z perspektywy Neave**


    -Thomas!- Wpadłam w ramiona chłopaka- Nawet nie wiesz jak tęskniłam- wtuliłam się jak najmocniej mogłam.
 -Wiem. I nie ukrywam, że mi ciebie troszeczkę też- zaśmiał się- Idziemy? Nie możemy stać na środku lotniska, bo nas wygonią.
 -No wiesz co?! Ja tu się przytulam i wyznaję swe uczucia a ty, że nas wywalą?! Jesteś bezczelny!- Wybuchliśmy śmiechem.
 -Skoro mowa o uczuciach... co tam?
 -Opowiem ci potem, idziemy- złapałam go za rękę, a on wziął moją walizkę. Wyszliśmy na zewnątrz- To gdzie masz samochód? Czy taksówką jedziemy?
 -Tam- Wskazał czarny samochód.
 -Wow... chyba zarobiłęś ostatnimi czasy, mieszkanie, studia, samochód. Szalejesz!
 -Wieeem- Wsiadłam i zapięłam pas. Pachniało świeżością i męskimi perfumami. Tom wsadził mój bagaż bagażnika :D i zasiadł za kierownicą po czym ruszył z parkingu i włączył się w ruch drogowy- Więc co tam u ciebie?
 -Nic takiego, tak jak zawsze, da się przeżyć- uśmiechnęłam się.
 -Więc mam ci uwierzyć że przyleciałaś do Lonynu od tak, wracając z Hawaii w zamiarze schowania się u mnie w domu. I to jeszcze nie ostrzegłaś, nie wierzę że nic się nie stało.
 -Po pierwsze: dzwoniłam do ciebie, ale nie odbierałeś. Po drugie: Jeśli chce ci się słuchać o moich przeżycieach i traumach, jak się wymykałam z domu, nawalałam się, kąpałam naga w oceanie, roznosiłam cały dom wrzaskami, straciłąm dziewictwo, zostałam zgwałcona, jak siedziałam na policji i w hotelu, w którym się kryłąm przed wszystkimi, brałam prochy i uciekałam przez kilka dni przed rodzeństwem, to możemy pogadać ze szczegółami- Samochód nagle się zatrzymał- Co robisz?! Jedź bo trąbiął, zatrzymujesz inne pojazdy. Wciśnij ten pedał bo sama to zrobie!- Zaraz też maszyna znowu jechała a chłopak nic się nie odzywał. Zatrzymał się przed zielonym blokiem.
 -Nie chce nic mówić... ani komentować... ale, czy ty teraz nie powinnaś rozpaczać? Znaczy jeżeli... kurde, co ty w ogóle tam robiłaś? Jesteś normalna? Z kim TO zrobiłaś znając się nie dłużej niż wakacje?
 -Wiesz... rozumiem że jesteśmy przyjaciółmi i to takimi best i forever, ale chyba mogę zachwać w tajemnicy moje życie seksualne, tak?
 -yyy.... pytam z czystej ciekawości, bo jak zajdziesz w ciążę to chcę wiedzieć z kim, i od razu mówię, że to ja chcę być chrzestnym. Będzie miało na pewno fajnego wujka.
 -O czym ty pierdolisz... jakie dziecko... już ci całkiem na mózg padło.
 -Oj nie denerwuj sie, żartuje.- Pstrykną mnie w nos i wysiadł. Westchnęłam i również wyszłam na powietrze- Chodź- poprowadził mnie do jednej z klatek i po schodach weszliśmy na ostatnie piętro. Jakby nie mógł wziąć mieszkania na parterze! Gdy tylko otworzył drzwi weszłam do środka i rozejrzałam się. Nie wielki, ale bardzo przytulny i nowoczesny.
 -Ładnie tu masz- stwierdziłam zasiadając w salonie na beżowej kanapie przed telewizorem.
 -Dzięki.- Dosiadł się- A wiec... opowiadaj o wszystkim nawet jeśli będę musiał słuchać o twoim życiu seksualnym. Nie wstydź się i wal prosto z mostu- uśmiechnął się zachęcająco. Przewróciłam oczami a twarz wykrzywiłam w grymas i zaczęłam swoją opowieść o całych wakacjach na hawajach. Zakażdym razem kiedy mówiłam o Zaynie czułam taką ulgę, ale nie spowodowaną wygadaniem się do Thomasa, lecz tym, że wybaczyłam mu i o dziwo podziękowałam. Nawet tęsknie za nim, ale z własnej woli nie wróciła bym tam gdzie on jest. Nie zauważyłam, że kiedy wspomniałam o naszej wspólnej nocy spłynęła mi jedna samotna łza. Szatyn z otwartymi ustami wsłuchiwał się w każde moje słowo. Kiedy skończyłam zapadła cisza.
 -Przykro mi- odezwał się i mnie pocieszająco objął ramieniem.
 -A mnie nie. Ale mogło się to lepiej skończyć.


    Włączyłam telewizor i oglądałam programy muzyczne co raz przeskakując na inny. Tom robił w kuchni jakieś kanapki pomimo, że nie chciałam. Może byłam trochę głodna, ale źle się czułam tak jakby wykorzystując go i siedząc na głowie. Kiedy do mnie dołączył podał mi herbatę, a na stoliku postawił talerz z kilkoma kromkami chleba, z których wzięłam tylko jedną.
 -Widzisz ich? Debile za którymi tęsknie- wskazałam Thomasowi teledysk 1D- Live while were young.
 -To program gdzie będą ich wszystkie teledyski. Chcesz to oglądać?- westchnęłam.
 -Chce- zaraz zobaczyłam tytuł "Little Things" Kiedy tego słuchałam nie mogłam odderwać wzroku. Utonęłam po prostu. Ocknęłam się dopiero gdy głosy i melodia ucichła. Zamrugałam powiekami i na ekranie pojawiła się prezenterka.
 -"Z ostatniej chwili o naszych ulubionych gwiazdach. Prawie całe wakacje One Direction spędzili na Hawajach wraz ze swoimi dziewczynami oraz siostrami Nialla Horana- Neave i Peam. Doniosło się, że były pewne problemy. Nie jest to na 100% potwierdzone, ale ludzie mówią, że jedna z dziewczyn się bardzo buntowała i uciekała. Widziano ją na imprezach i po nocach w mieście, w dodatku samą. Przypuszcza się, że mogło między blondynką coś zaiskrzyć z jednym z członków boysbendu, a jako jedyny do wzięcia dla dziewczyn był Harry Styles i to właśnie z nim mógł być przypuszczany romans! Tylko jest jeszcze jedna najciekawsza z tego wszystkiego niewyjaśniona sprawa, a mianowicie, która z dziewczyn tak postępowała. Są one identyczne co widać było na ich wspólnych zdjęciach i nie potrafiono odróżnić z daleka czy była to Peam... czy Neave. Chłopaki oraz dziewczyny opuścili swoje miejsce pobytu z czego wynikają dzisiejsze zdjęcia na lotnisku. Najpierw wyleciał Niall z jedną siostrą do Irlandii, potem reszta oprócz drugiej blondynki do Londynu. Co się stało z nastolatką? Nikt tego nie wie, ale pracownik na lotnisku stwierdził, że taka sama blondynka wyleciała wcześniej, a za nią wybiegło rodzeństwo, przyjaciele i -co dziwne- policja! Która nic nie chciała zdradzić. Na razie nie mamy zdjęć naszych gwiazd z dzisiejszego dnia, ale fani już czekają na lotnisku w Londynie na przybycie 4/5 chłopców z One Direction. Więcej informacji już jutro o tej samej godzinie w..."- wyłączyłam telewizor i głęboko oddychałam by się uspokoić.
 -No... To teraz co? A i chyba pominęłaś fakt o tej policji na lotnisku- Stwierdził Tom.
 -Bo to mało istotne. Zmieńmy temat, mówiłeś przez telefon, że masz dla mnie jakąś propozycję... więc słucham.
 -Pracuję jako projektant w dobrej firmie i...
 -TY?! PROJEKTANT? Dobre... nie wiedziałam, że umiesz projektować drogie ciuchy dla wieszaków na wybiegach- skrzywiłam się rozbawiona.
 -Nie śmiej się, bo mam za to niezłe zarobki. Ciężko pracowałem na tą posadę i przy okazji przepraszam, że nic ci nie powiedziałem bo od długiego czasu to planowałem, ale w każdym razie. Chcę żebyś ty i ... znaczy... em, bo szukają modelek, więc pomyślałem, że...
 -Że ja zgodzę się być modelką? Chodzić po wybiegu w ogromnych obcasach i jeść dziennie po listku sałaty? Po moim trupie.
 -Bez przesady, masz wagę idealną na taką pracę, bo wszystko sprawdzałem i mógłbym ci załatwić wszystko- rozważałam jego słowa kilka sekund, bo nie miałam pojęcia co odpowiedzieć, jednak na odpowiedź czekał, więc musiałam mu powiedzieć to myślę o tym wszystkim.
 -Nie wiem czy dałabym radę. Bym musiała tu zamieszkać, poza tym, nie jestem jeszcze pełnoletnia i bym musiała pogadać z rodzicami i jeszcze Peam...
 -Ją też pferta nie ominie. Jest jak druga ty i na odwrót! Przemyśl to, moglibyśmy być sąsiadami i zarabiać mnustwo kasy. A potem przeprowadzić się do wspaniałych apartamentów i chodzić na najlepsze imprezy w mieście! Życie idealne!
 -No nie wiem czy to dobry pomysł. Znaczy kiedyś marzyłam o modelingu, ale nie kręci mnie to za bardzo, ale Peam by ci skoczyła w ramiona jak sprężyna.
 -Ok, rozumiem, zastanów się, pogadaj z rodzicami i co tam jeszcze chcesz.
 -Strzelam, że raczej moja odpowiedź będzie brzmiała "nie" ale nie chcę ci robić nadziei.
 -Ale jak zmienisz zdanie cały czas możesz w to wejść.
 -Dzięki- uśmiechnęłam się.



         **Noc**

   Usłyszałam głośnie pukanie. Zerknęłam na godzinę. DRUGA W NOCY?!  Spałam dziś w salonie na rozłożonej kanapie, bo zasnęłam przed telewizją. Zajrzałam do sypialni do Thomasa, ale spał. A muzyke z jego słuchawek nawet tu słyszałam. Na palcach podeszłam do drzwi i wyjrzałam kto stoi po drugiej stronie. Sparaliżowana nie wiedziałam czy otworzyć czy udawać, że nikogo nie ma, ale jak on mógł się dowiedzieć gdzie jestem? Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam otworzyć. Przede mną stał wysoki czarnowłosy chłopak z ciemnymi oczami i lekkim zarostem. Wpatrywał się we mnie co sprawiło, że się zestresowałam.
 -Czyli jednak mieli rację, że cie tu znajdę- odezwał się i blado uśmiechną.
 -Kto miał rację? Skąd wiedziałeś gdzie jestem i czego chcesz?
 -Ja nic. Jestem tu na prośbę Peam, zadzwoniła do mnie i kazała iść pod ten adres i cie szukać. Właściwie to kazała Liamowi, ale nocował u Danielle i poprosił Lou, ale on nie odbierał, Harry zostawił telefon w Honolulu, więc zostałem ja- Wyszłam na wycieraczkę cicho zamykając za sobą drzwi.
 -Powiedz jej, że za pare dni wrócę, chcę odpocząć ale ty mi na to nie pozwalasz.
 -Oni tu lecą, bo nie chcieli martwić twoich rodziców i nie mieli gdzie zanocować.
 -A nie mogli jakoś tak bardziej w dzień?
 -Tam jest chyba inna godzina, ale mniejsza. Z kim mieszkasz?
 -Z przyjacielem.
 -Z przyjacielem?- Podniósł brwi.
 -Coś ci nie pasuje?- warknęłam.
 -Dobra, dobra nie unoś się bo wszystkich mieszkańców pobudzimy.
 -Idź stąd- nakazałam bez zastanowienia.
 -Moim zadaniem jest cię zabrać do siebie lub podrzucić do Lou albo Harry'ego.
 -Jutro, idź stąd!- wzruszył ramionami.
 -A jak cię ładnie poproszę?- przybliżył się do mnie o krok stając twarzą w twarz.
 -To cię strzelę w łeb. Wynocha- wskazałam schody. Zanim się zorientowałam mustną mój policzek i odszedł. Słyszałam jeszcze odbijające się kroki przez klatkę i zamkniecie

drzwi. Otępiała wróciłam do środka i położyłam się. Ale nie zasnęłam tej nocy, do rana myślałam nad wszystkim co mi naszło na myśl.

_______________________________
Obiecałam dziś rozdział :) wiem, ze późno ale dotrzymuję obietnicy :* Pisany na szybko i mam nadzieję że skomentujecie! Przepraszam za błędy! Nie miałam czasu na sprawdzenie! :(