wtorek, 23 kwietnia 2013

Pralog

24.12.2013


*Z perspektywy Neave*


   -Chodź, przyjechał już- wzięłam Peam za rękę. Podniosła się z kanapy ukazując swój już spory brzuch. W końcu to hmm... który to miesiąc? W ciążę zaszła pod koniec sierpnia... no to już 5 miesiąc. Rodzice nie byli zadowoleni, nie wiedzieli co powiedzieć, zrobili jej wykład o seksie przy okazji przestrzegając mnie, że jeśli zdarzy się to ponownie wyrzucą nas z domu. Ale wtedy byli okropnie zdenerwowani, na pewno by tego nie zrobili. Mamy prawie 18 lat jeszcze tylko jakieś 2 tygodnie. Chłopcy nie wiedzą nic o ciąży Peam, ale Niall przyjeżdża na święta. I co teraz? Nic, skłamiemy co do ojca, byłam temu przeciwna, chciałam mu powiedzieć prawdę, ale siostra się upierała. Jeśli nasz kochany braciszek dowiedziałby się, że to Harry, jego najlepszy przyjaciel jest ojcem, a złamał serce i porzucił dziewczynę na pewno by się z nim pokłócił, wygadał mu, a w najgorszym przypadku może nawet zespół się rozlecieć dlatego nikt nic nie wie. Dopóki była szkoła Peam skutecznie chowała brzuch, ale już w 4 miesiącu zrezygnowała z tego i przestała chodzić do szkoły błagając rodziców żeby uczyła się w domu. Ci jednak nie zgodzili się i kazali się jej uczyć. Tak też zrobiła jednak nie chodziła na lekcje tylko sama uczyła się w domu z podręczników szkolnych i internetu. Postanowiła, że będzie zdawać maturę i trzymam za nią kciuki, że uda jej się. Ja jak było tak zostało. Szkoła jest, dom jest,  rodzice są. Kiedy tylko mam chwilę pomagam Peam lub wychodzę do sklepu coś jej kupić. Przed świętami nawet wyciągnęłam ją do kosmetyczki i fryzjera. Ona została została przy blondzie, tylko podcieła je trochę, ja natomiast coś zmieniłam. Pomalowałam włosy na bardzo ciemy brąz, nawet trochę pod czerń podchodzi. Nie wyglądam źle, tylko trochę inaczej.
Spojrzałam kątem oka na siostre, zauważyłam jak bardzo się denerwuje. Szybciej oddychała, ręka, którą trzymałam spociła się, a jej oczy się błyszczały. Ścisnęłam jej dłoń próbując dodać otuchy lecz ona tylko blado się uśmiechnęła. Przeszłyśmy próg salonu.
 Na kanapie siedział sam Niall czekając na nas. Rodzice pozwolili nam się z im same przywitać i nei wtrącać we wstępną rozmowę. Kiedy nas dostrzegł poderwał się z miejsca i szybkim krokiem podchodził jednak jego wzrok z moich zmienionych włosów przeniósł się trochę niżej i w bok. Momentalnie się zatrzymał i opuścił ręce, które już wyciągał. Otworzył usta i patrzył nie tyle co zdziwiony co przestraszony. Peam gniotła moją dłoń jednak nawet nie drgnęłam. Ze wstrzymanym oddechem czekałam na jego pierwsze słowa, których się nie spodziewałam. Oczekiwałam raczej "Jesteś w ciąży?!" "Boże..." albo pytania o ojca. Zaczął trochę inaczej.
 -Co to kurwa jest?- wypowiadał słowa ostrożnie mocno zszokowany.
 -Co?!- wydarłam się- uważaj na słowa!
 -Przepraszam..- wybełkotał i niepewnie staną przed nami- Nie płacz...- delikatnie przytulił siostrę gdy zauważył, że jej oczy się zaczerwieniły. Poklepałam go po ramieniu, rozumiem co czuł, pewnie to co ja kiedy się dowiedziałam z jej krzyków dnia kiedy wszystko całkowicie się spieprzyło w jej życiu. Tylko, że on to zobaczył, anie usłyszał. Długo siedzieliśmy w salonie na sofie, przez jakiś czas w ciszy, ale w końcu zadał to pytanie.
 -Kto jest ojcem?
 -Nie wie- odpowiedziałam.
 -Jak to nie wie?
 -To było na imprezie, wiesz.. trochę się napiłam i tak wyszło- Nie wnikał w szczegóły tylko jeszcze raz mocno ją przytulił.
   Wiem, że i jemu nie będzie teraz łatwo w trasie, czy ogólnie z dala stąd. Na pewno będzie się martwił i częściej dzwonił.
 -A i jeszcze jedno- przypomniałam sobie o najważniejszej rzeczy- Nie mów nikomu.
 -Nawet chłopakom?
 -Zwłaszcza im.


   Wieczorna kolacja jak co roku. Tradycyjna choć trochę niezręczna, ale jednak. Niall dał nam nowe ubrania przepraszając Peam, że nie wiedział (Że ma oczywiście kupić w innym rozmiarze czy coś) oraz po ślicznej zawieszce z koniczynką (dla mnie srebrną, a Peam złotą) mówiąc przy tym, że szczęścia nam się teraz trochę przyda. nawet nie spojrzałam co rodzicom dał tylko wręczyłyśmy mu we dwie jego prezent- piłkę do nogi i srebrny, grubszy łańcuszek. Co miałyśmy mu kupić? Przecież i tak może mieć wszystko.
 -To od chłopców dziewczyny- podał nam pakunek owinięty w czerwony papier z pozłacaną kokardką. Wyjęłam z niego duży album. Kiedy tylko go otworzyłam na pierwszej lepszej stronie zebrały mi się łzy. Byłam tam ja z Peam opalające się, a obok Liam z Danielle, a za nimi skradający się Lou z wiadrem wody. Pamiętam tą sytuację. Dan prawie nie zabiła Tomma za zniszczenie włosów które dopiero uczesała. Tęsknie za nimi wszystkimi, bardzo. Może za Stylesem nie, on jest cholernym dupkiem. Nienawidzę go. A tak poza tym to chciałabym żeby reszta przyleciała w odwiedziny. Szkoda, że jedna z nas wpadła. Co by było gdybym to była ja? Załamałabym się, zresztą ona też się załamała, przez pierwsze 2 miesiące chodziła do psychologa. Na razie nie jest źle, dajemy radę choć jak zaczynam wspominać to tylko czekam na noc, aż będę mogła w ciemności się wypłakać.


*Następny dzień godzina 16:00*

   -Przyśle wam prezent na urodziny, a jak się wyrwę to przyjadę- Mocno ściskałam blondyna w progu. Fajnie, że chociaż na ten jeden dzień przyleciał.
 -Pamiętaj, żeby nikogo ze sobą nie zabrać- uśmiechnęłam się.
 -Ok. Mogę zadać jeszcze jedno pytanie co do ... dziecka?- Przytaknęłyśmy- Który to miesiąc? Zapomniałem o tym, a to chyba dość ważne.
 -Piąty/czwarty- odpowiedziałyśmy inaczej. Spojrzałyśmy po sobie.
 -Yyy... Tak właściwie cztery i pół- naprowadziłam- Pocałował nas w policzki i ostatni raz oglądając się za siebie wsiadł do taksówki wiozącej go na lotnisko.
______________________________________________________
Hej Haj Hello. Co tam miśki? Wiem, że miał być w poniedziałek ale zapomniałam dodać xD wybaczcie. Jak się podoba? Wiem, że to taki skok w czasie i będzie też kolejny. Skomentujcie <3

niedziela, 21 kwietnia 2013

Hej kochane xx Proszę czytelników o przeczytanie!

Słuchajcie mam pomysł na nowe opowiadanie (Oczywiście to będzie cały czas aktualne i będę również je prowadziła). Tylko, że będzie trochę inne. Chłopcy będą owszem, ale nie jako gwiazdy i będzie to opowiadanie fantastyczne. Będą też wątki miłosne jak to zawsze u mnie.

Szczerze wam powiem, że to nowe opowiadanie jest od dawna w mojej głowie. nie wiem czy jestem psychiczna, ale powiem wam, że to co w nim będzie ja już przeżyłam w swojej wyobraźni, w swoim mózgu. Od dawna żyję w takim swoim świecie który istnieje tylko dla mnie. Chce wam po prostu udostępnić swój mózg. Nie wiem czy będę umiała to opisać ale postaram się, Włożę w nie całe serce, więc będę musiała mieć na nie czas. To opowiadanie będę na razie prowadziła (prolog już jutro dodam) a w tym samym czasie będę pracowała nad nowym lecz w najbliższym czasie go nie udostępnie. Kiedy powstanie jakaś jego część stworzę dopiero nowego bloga na którym będę udostępniać stopniowo nowe rozdziały.

Jak wam się podoba pomysł? I błagam nie mówcie, że jestem jakaś dziwna, wiem to. Uświadomiłam to sobie już dawno dawno temu kiedy to się zaczęło- czyli nie wiem, mam to od zawsze.
Skomentujcie z opiniami na temat mojego pomysłu.

Pozdrawiam i do jutra xx

czwartek, 18 kwietnia 2013

Epilog



    Wszystko kiedyś się kończy, ból także... Tylko czy w tym przypadku też? Mówią, że dziewczyny są słabe, lecz prawda jest taka, że mają lepszą psychikę, która też nie jest wieczna. Jak sobie z tym poradzą? Nie wiedzą czy dadzą sobie z tym radę. Cierpią w inny, ale podobny sposób.  Rozstania są trudne, ale trzeba przez nie przejść, chyba że przed tym prędzej uschną jak delikatny kwiatek lub w brutalny sposób zostaną zerwane. Wszystko toczy się szybko i nawet w krótkim czasie rozwija się w nas coś co nazywamy miłością- uczuciem tak wielkim i gorącym, że nie potrafimy o nim zapomnieć i wciąż myślimy, wspominamy, wyobrażamy. To najcudowniejsza rzecz na świecie, ale też najbardziej znienawidzona przez tych którzy są zmuszeni ją zostawić.



Droga Peam.

   Niewyobrażalnie za tobą tęsknie i nie umiem bez ciebie wytrzymać. Czuję się samotny, opuszczony i wciąż widzę twoje wspaniałe błękitne oczy. Nie wiem co ci napisać, ale czułem taką potrzebę. Dużo się zastanawiałem i chyba tak nie potrafię... no wiesz, tak z dala od ciebie :(. Tobie też tak dziwnie? Pamiętaj mnie, albo zapomnij. Może będzie lepiej? Jesteśmy już miesiąc na sms'ach i czasami dzwonie. Nie odpowiada mi to, chciałbym żebyś była ze mną, albo szukała szczęścia gdzie indziej. I też chyba to drugie byłoby lepsze. Nie będę mówił jak w każdym filmie "zostańmy przyjaciółmi", bo to też nie będzie miało sensu. Przepraszam cię, za wszystko. Kiedy będzie ci kiedyś smutno, albo nudno śmiało pisz. Zawsze cię wysłucham. Mam nadzieję, że nie złamie ci serca i szybko się pozbierasz, pokaż światu jaka jesteś silna. Taki luzer jak ja nie zasługuje na ciebie. Zatrzymaj naszyjnik, który ci dałem. Kiedyś będziemy to wspominać. Kocham Cię, wybacz.
                                                                                                                                                                                                 

Harry.

     Zrozpaczona dziewczyna padła na łóżko niemożliwie przy tym krzycząc i przeklinając świat, życie i Jego. Miał nadzieje, że nie złamie jej serca, on jej je rozerwał, na strzępy. Trzymała twarz w mokrej poduszce i piszczała z bólu jaki jej stworzył. Nie umiała nic na to poradzić. Jak ma sobie poradzić? Wkrótce miała mu powiedzieć coś ważnego... Nic teraz nie miało dla niej sensu. Zszokowana siostra wbiegła do jej pokoju i próbowała ją uspokoić. Na nic. Peam oszalała i wpadła w głęboką depresje...


______________________________________________
Witajcie... Czekacie na kolejny rozdział a tu epilog. No niestety, jest to koniec. Ale koniec tej części. Powstanie następna związana właśnie bardziej z problemami tym razem Peam. 1 część była bardziej o Nev, więc no nie wiem, wydaje mi się że mam ciekawy pomysł. Co sądzicie? 2 część zacznie się później, nie teraz, ale niedługo powinnam zacząć nad nią pracować, aby była lepsza, bardziej dopracowana. Mam też nadzieję, że będą dodawane rozdziały regularnie. Trudno mi było to skończyć więc przedłuże. Jeśli nie chcecie czytać dalej, uznajcie to za koniec :(:

PROSZĘ TEŻ ABY KAŻDY KTO CZYTAŁ OPOWIADANIE SKOMENTOWAŁ! CHCE ZOBACZYĆ KTO WYTRWAŁ DO KOŃCA!
nie musicie cię rozpisywać, choć bardzo to lubię :).

Do zobaczenia :** <3

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 35

**Z perspektywy Neave**

    -Jedziemy do domu?- Wymruczał w moją szyję.
 -Zajęty- odpowiedziałam.
 -To co. Damy radę.
 -Dobra- Z niechęcią oderwałam się od niego.
 -Ale wrócimy do tego- kusząco się uśmiechną.



**Z perspektywy Peam**


   -Harry...ummm...o Boże...O kurwa...
 -Ciii...- Otworzyłam oczy i spojrzałam na pochylającego się nade mną chłopaka, wyglądał jakby nasłuchiwał, więc umilkłam i zrobiłam to samo- Ktoś wszedł.
 -Cholera. Wyjdź ze mnie!- syknęłam i kiedy się odsuną złapałam swoje ubrania jednak kroki się zbliżały i nie mieliśmy szans zdążyć się ubrać. Poczułam jego dłoń chwytającąmoją i idąc za nim weszłam do szafy i kucnęliśmy w niej. Przyłożył palec do ust nakazując mi być cicho. Może i lepiej jak nikt nas nie zauważy, spaliłabym się ze wstydu,
cholera, nienawidzę krępujących sytuacji! Przed szparę w drzwiach w miarę możliwości obserwowaliśmy pokój.

*Drzwi się otworzyły i wkroczyły dwie osoby, pierwsza dziewczyna, a za nią chłopak. Blondynka przeszła przez cały pokój uważnie przyglądając się mu. Czy nas usłyszeli? A może zaraz zaczną ich szukać? Cholera!
 -Nie ma ich?- zapytała.
 -Chyba nie...- odpowiedział. Spojrzeli na siebie znacząco i zaraz pokonali dzielący ich dystans. Nev zwinnie wskoczyła na Zayna, a on jakby się tego spodziewał chwycił ją i nie przerywając gorących pocałunków rzucili się na łóżko, na którym przed chwilą byłam z Harrym. Wypatrzyłam w ciemnościach jego oczy. Jeszcze raz spojrzałam na parę za drzwiami od szafy. Super. Żeby nie wyjść na idiotów mają tu zostać, aż skończą?! Raczej nie chce tego ani oglądać ani słuchać. A tak na marginesie- to ona mu wybaczyła? Są parą? Hmm... No tak, oczywiście, że nie. Wylatujemy za kilka godzin, więc po co ona to robi?! Właściwie ja robię to samo, ale co innego. Jezu... przestań myśleć.*
-Co teraz?- szepnęłam. wzruszył ramionami i pokręcił głową na znak, że nie ma pojęcia.
 -Czekamy- O nie... chyba tego nie przeżyje, poza tym, jakiś wieszak wbija mi się w plecy!
 -Dobra... To lepsze niż wyjście z szafy kiedy oni robią ten teges. Wyobrażasz sobie ich miny?- loczek przestał na chwile oddychać z wydętymi policzkami aby nie wybuchnąć śmiechem. Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go w wystawiony w moją stronę dzióbek.

                                                        Rozległ się dzwonek telefonu


   Nie poruszyłam się, po prostu mnie sparaliżowało. Telefon jest w kieszeni od spodni, które trzymam. Po chwili usłyszałam kroki osób po drugiej stronie i zaraz wpadło mdłe światło lampki przy łóżku- drzwi się otworzyły. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Nev w staniku i spodenkach oraz Malika bez górnej części garderoby. Teraz już wiem jak wyglądają ich miny. Nikt się nie poruszał i nie mam pojęcia czy ktoś oddycha, bo ja wstrzymałam oddech.  Dobrze że mogę się okryć chociaż trzymanymi rzeczami.
 -Trochę niezręcznie...- zauważył Zayn.
 -Tak, trochę niezręcznie...- powtórzył przyznając rację Harry.
 -Czemu siedzicie w szafie?- padło pytanie w ust bruneta.
 -yyy... A wy czemu prawie uprawialiście seks w moim pokoju?
 -Dobre pytanie- tylko oni rozmawiali, bo ja się zburaczyłam i próbowałam uniknąć dziwnego i może nawet trochę rozbawionego wzroku Neave.
 -Twoje też było niezłe.
 -To może my was... yy... zostawimy i pójdziemy gdzie indziej, a wy dokończycie ... to co robiliście w szafie.
 -Ok, pogadamy później- Odprowadziliśmy ich wzrokiem, a kiedy drzwi się zamknęły Harry wybuchną śmiechem. I ja też nie mogłam się powstrzymać, wstałam, ale chłopak złapał mnie w biodrach i przyciągną do siebie.
 -Mieliśmy skończyć to co robiliśmy w szafie- uśmiechną się zalotnie.
 -Ale my w szafie nic nie robiliśmy- zauważyłam chichocząc.
 -To możemy coś zacząć...- Wpił się w moje usta przyciągając jeszcze bliżej.



**Godzinę później**


   -Halo?
 -Peam?! Gdzie jesteście? Czekamy na was, czemu nie odbierałaś?
 -Gdzie czekacie?
 -Widzieliście się w ogóle z Zaynem i Nev? Mieli po was pójść.
 -Yyy... O właśnie weszli do domu! Narazie! Niedługo będziemy!- Odrzuciłam telefon na bok. wsunęłam na siebie jeansy i koszulkę.
    -Kto to był?
 -Niall- odpowiedziałam.- Zbieraj się, zaraz wychodzimy- wyszłam z pomieszczenia i przeszłam pod odpowiednie drzwi. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź weszłam- sory..- Zakryłam oczy- ludzie ogarnijcie się!
 -Możesz już patrzeć- usłyszałam głos siostry. Popatrzyłam na nich pod kocem i westchnęłam.
 -To co mieliście nam przekazać zanim zaczęliście swoje sprawy?- uniosłam brew.
 -Że idziemy do klubu, a co?
 -To może łaska było nas zawiadomić? Ubierajcie się.
 -A co jak jeszcze nie skończyliśmy?- wtrącił się brunet.
 -Ja myślę, że właśnie skończyliście, macie 15 minut do wyjścia, ruchy!- wyszłam i zamknęłam drzwi. To pora szykować się na tańce, więcej ruchu przed odlotem nie zaszkodzi, potem się wyśpię.


**3 godziny później z perspektywy Neave**



    Na prawdę nie chciało mi się iść, a teraz siedzie w tej loży i obserwuję bawiącą się resztę, chętnie bym do nich dołączyła, ale jestem zmęczona, zmęczona wszystkim. A tak w ogóle to my się umawialiśmy na jakieś wyjście? Może nie słuchałam albo zapomniałam? Mam chyba młodzieńczą sklerozę.
 -Czemu smutasz?- Dosiadł się Lou.
 -Nie smutam. Nie chce mi się tu siedzieć, nie chce mi się wyjeżdżać.
 -A co byś bez nas tu robiła? Przecież zaraz zaczyna nam się od nowa życie gwiazd! Jak poszliście to uciekaliśmy przed reporterami! A przed chwilą dziewczyna prawie nie
zemdlała jak mnie zobaczyła- zaśmiał się- będzie okej, obiecuję was odwiedzić jeszcze w tym roku!
 -Dzięki Lou, pocieszyłeś mnie- westchną.
 -Chodź- wziął mnie za rękę i podniósł się.
 -Gdzie?
 -Zatańczyć ze mną! Musisz się rozerwać! Zostało ci mało czasu!- I tak minęło nam pół nocy. Tańce, zabawa, picie, jeszcze raz tańce, śpiewy i znowu tańce. Louis miał racje musiałam wyluzować, bo zachowywałam się gorzej jak Peam z tym myśleniem. Wszystko się skończyło kiedy Dan krzyknęła "Cholera! Spóźnicie się na samolot!". Tak więc teraz biegniemy po nasze rzeczy. Ten taksówkarz specjalnie jechał jak najwolniej! Gapił mi się w lusterku w cycki! Palant. Wszyscy wbiegliśmy do apartamentu gdzie były już wszystkie spakowane nasze rzeczy.
 -Kto może siąść za kierownice?- przeleciałam wzrokiem po wszystkich, ale poodwracali i pospuszczali wzrok- CO?! Nikt? Serio?! Pijaki!
 -Ymm... Ja wypiłam tylko 1 drinka, jestem w stanie prowadzić- powiedziała cicho Margaret, która przez cały czas była z nami. Peam szybko ją uścisnęła i wyszliśmy z domu- Ale wszyscy się nie zmieścimy-zauważyła.
 -Weź vana ma więcej miejsc-zarządził Liam, ale tam też nie mogliśmy wszyscy wejść.
 -Ktoś zostaje, kto?... No dalej! Zostaje Louis, El, Danielle i Zayn.
 -Co?- Wszyscy wytypowani się zdziwili i zaczęli wymachiwać zdenerwowani rękami.
 -Ktoś musi!... Dobra, kto pierwszy wsiądzie ten jest!- Wszyscy ruszyli biegiem do samochodu i po kolei się wpakowywali do niego, aż nie zostało miejsc, mimo, że trochę ściśnięci to jednak wszyscy, z wyjątkiem nas- mnie i Peam.
 -Wciskajcie się! Mamy nadzieję że dacie radę!- krzykną Liam. Załamałam ręce i dopadłam do pojazdu- Na kolana! Peam siadła oczywiście do Harry'ego, jakby inaczej.
 -Nie masz wyboru- Zayn poklepał swoje kolana z łobuzerskim uśmiechem.
 -Nawet jakbym miała to i tak bym te kolana wybrała, są bardzo wygodne- Kiedy wszyscy się usadziliśmy- ściśnięci jak kiszone ogórki- ruszyliśmy jak najszybciej.
 -Tak na marginesie wali tu wódką- zauważyła El.
 -Tak na marginesie, sory- Harry zakrył usta a cały samochód wybuchł śmiechem.
   Kiedy udało nam się dojechać na lotnisko po kolei wysiadaliśmy i w pośpiechu chłopaki wyjęli nasze walizki i całą gromadą szliśmy przez budynek. Rozległ się głos mówiący o naszym locie, więc musieliśmy się sprężyć bardziej. Po kupnie biletów przyjrzałam się wszystkim towarzyszom i łzy pojawiły mi się w oczach. Spojrzałam na Peam, która można powiedzieć, że już ryczała. Zaczęłyśmy wszystkich po kolei tulić, ciężko było się z nimi żegnać. Dziewczyny też się popłakały jednak ja jeszcze się trzymałam. Musiałam przetrzymać, a łzy wypuścić w samotności.               
 -Dziękuję za te wakacje- Cmoknęłam Nialla w policzek- jesteś najlepszym bratem pod słońcem- Mocno go uścisnęłam.
 -Wiem, siostrą też jesteś całkiem niezłą. Chyba muszę cię oddać- uśmiechną się słodko odwróciłam się i zobaczyłam stojącego za nami Zayna. No tak, z nim chyba będzie trudno. Stanęłam przed nim i spojrzałam mu w oczy.
 -Nie przytulisz się?
 -Nie przytulisz mnie?- zrobiłam krok i wtuliłam się w jego ciepłe ramię- odwiedzisz mnie kiedyś?
 -Kiedyś, a ty przylecisz kiedyś do mnie?
 -Kiedyś na pewno.
 -Mam coś dla ciebie- podniosłam na niego wzrok, a on sięgną do kieszeni i wyciągą z niej małe opakowanie po czym wręczył mi je.
 -Mogę teraz otworzyć?- zapytałam.
 -Może lepiej w samolocie- zaśmiał się.
 -Dziękuję- delikatnie go pocałowałam, ale nie mogłam się powstrzymać i nie oderwałam się od niego, aż nie pospieszyła nas reszta, jeszcze trzeba było oderwać Peam i Harry'ego, a z tym był problem.
 -Przestań się powstrzymywać, rozpłacz się, to nic złego- ciągną rozmowę.
 -Nie chcę- Pokręciłam głową, ale jednak wypuściłam jedną małą łzę, która spłynęła po moim policzku. Chyba nigdy nie czułam się taka rozdarta.
 -Mam nadzieję, że są to łzy szczęścia.
 -Byłyby jeszcze ponad miesiąc temu- teraz... żalu, bólu, załamania.
 -W takim razie nie płacz- pocałował mnie w czoło i odsuną się na bok umożliwiając mi przejście.
 -Trzymajcie się- rzucił Tommo- Wzięłam Peam za rękę i razem przeszłyśmy dalej, a potem jeszcze odwracając się i machając do samolotu. Będę cholernie za nimi tęskniła.

Wiem, że w najbliższym czasie będę tylko o nich myślała, ale mam nadzieję, że ta pustka, która właśnie się stworzyła kiedyś albo się wypełni, albo zapomni.
Usiadłam wygodnie na fotelu i zapięłyśmy pasy. Kiedy wylecieliśmy sięgnęłam do kieszeni w której było ukryte małe pudełeczko. Zawahałam się, ale je otworzyłam. Nie mogłam już dłużej trzymać emocji. Nowa łza wydostała się a za nią popłynęły kolejne i kolejne tworząc potok łez. Wtuliłam się w ciało blondynki i szlochałam w nie. Jak tak po prostu może się to wszystko skończyć? Nie chcę, nie chcę końca.

________________________________________________-
hej :) Więc nwm czy to już nie będzie koniec, pomyśle o tym :(  jeśli będę miała jeszcze jakies pomysły na to opowiadanie to dopisze troche dalej jeszcze. Zdj powyżej to zawieszki od Zayna dla nev,  brazoletka :) tylko nie nałńcuszku tylko na takim czarnym sznurku :D Mam nadzieję że skomentujecie rozdział :*



środa, 27 marca 2013

Rozdział 34 :)

Rozdział 34



**z perspektywy Neave**


   -Ja chce do domu- jęknęła Peam- nogi mi odpadają.
 -Chętnie cię poniosę!- Krzykną uradowany Loczek i nim blondynka się zorientowała nie dotykała już stopami ziemi. Szczerze to trochę jej zazdroszczę. Znalazła swoją "Summer love" a ja? Wlekę się za tymi wszystkimi parami i trochę mi głupio. Może im przeszkadzam swoim średnim humorem?
 -Słuchajcie ja idę, mnie też wszystko boli i odpuszczę sobie zwiedzania reszty Londynu. Robi się ciemno a ja jeszcze nie spakowałam się do końca- dobra spakowałam się, ale musiałam skłamać, nie chce mi się tu dłużej chodzić.
 -Zayn idź z nią- Oboje spojrzeliśmy na Liama. Ja karcąco próbując go zabić wzrokiem, a ten z boku bez większego wyrażania emocji oprócz zaskoczenia.
 -To ja już chyba wolę zostać- Ciemny blondyn podniósł brew, więc odwróciłam wzrok zażenowana ale okazało się, że wszyscy przyjęli pozę Payna. Założyłam ręce na piersiach i z zaciśniętymi ustami ruszyłam w stronę apartamentu chłopaków, mam nadzieję, że do niego trafię. Mimo obolałych kończyn miałam szybkie tempo.
   Kiedy szłam przez miasto czułam obserwacje i wiedziałam że to ten idiota depcze mi po piętach ale nie miałam zamiaru się odwracać. Zaczęło marzyć więc założyłam kaptur i wsadziłam ręce w kieszenie. Jak to jest, że w Londynie nawet jak jest słonecznie to nie wiadomo skąd przychodzi deszcz -,-'. Beznadzieja, chcę już do domu.
   W pewnej chwili zostałam objęta ciepłym ramieniem i nie musiałam patrzeć żeby wiedzieć kto to.
 -Nie musisz mnie odprowadzać- zaczęłam.
 -Chyba muszę.
 -Niby czemu?- zadrwiłam- Liam ci nakazał?
 -Ehh... nie. Po prostu od jakiś 10 minut idziesz w złą stronę- zatrzymaliśmy się na środku chodnika. Mógł mieć rację, nie znam dobrze tego miasta a jest ogromne.
 -W takim razie, w którą stronę mam iść?- Nadal na niego nie patrzyłam tylko zaciskałam dłonie i wbijałam wzrok w chodnik. Chłopak nie odpowiedział mi, ale bez słowa poprowadził w przeciwnym kierunku.
   Chciałam go nienawidzić, ale nie mogłam, nie umiałam. Kiedy chciał umiał być miły i nawet uprzejmy. Szkoda tylko, że w tych chwilach kiedy umiał być tym dobrym zawsze udawał, wiedziałam to. Nie był typem romantyka, ani fajnego miłego chłopaka. Dobra... może był, ale na pewno nie przy mnie, nie dawał po sobie tego poznać. Z jednej strony odpowiadała mi ta cisza, ale z drugiej trochę krępująca. Zanim zdążyłam na dłużej zostać z myślami odezwał się.
 -Chcesz coś zjeść? Po drodze jest dużo dobrych restauracji i knajpek.
 -Nie, nie mam ochoty na nic.
 -Nie jadłaś nic od popołudniowych lodów.
 -Nie chce do żadnej eleganckiej restauracji z homarami, mogę równie dobrze iść do was i zjeść kanapki.
 -Uparciuch z ciebie. Chodź- skręcił w prawo, a moje nogi nie chciały mnie słuchać aby zawrócić. Bez dalszych protestów poszłam z nim, a potem weszłam do zaludnionego klubu. Popchną mnie do środka, a potem do stolików pod ścianą. Usiedliśmy w samym rogu. Unikając rozmowy jadłam coś próbując omijać jego wzrok, ale miałam tego dość.
 -Na co się tak patrzysz?- syknęłam.
 -Na ciebie.
 -No wow- Odsunęłam talerz z połową posiłku. Przez kilka minut siedziałam naburmuszona i kiedy wstałam by z powrotem nałożyć mokrą kurtkę Zayn złapał mnie za rękę i znacząco spojrzał na tańczący tłum po drugiej stronie. Pokręciłam głową i wyrwałam dłoń z jego uścisku na co chwycił mnie ręką w talii i siłą poprowadził do celu. Cholerne nogi, one mają się słuchać mnie! Zawracać już! Ehh... to chyba nie ma sensu. Wpadłam. Nie ma to jak tańczyć pośród falujących ciał z osobą której z całych sił chce się nienawidzić, ale nie można, bo kiedy jest przy tobie pustka w środku się wypełnia i czujesz się niesamowicie.


**Z perspektywy Peam**



    Zaczęło podać więc zmierzaliśmy w kierunku willi chłopaków. Właściwie to nawet nie przeszkadzało nam, a przynajmniej mi to, że pada. Byłam szczęśliwa idąc z nimi, ale

nie mogłam przestać myśleć, że to już koniec. Koniec wakacji, koniec swobody i koniec naszej mini przygody. Może dla Neave nie była najlepsza, ale dobrze wiem, że jeśli miałaby wybierać to wróciłaby tu i wszystko powtórzyła. To jest wspaniałe! Całe dnie z przyjaciółmi... z chłopakiem. Właśnie, chłopakiem. Nie wyobrażam sobie pożegnania z Harrym. Będzie pewnie jak na filmach- będziemy stali na lotnisku przytuleni, zapłakani i całą reszta. Chyba nie chce żeby tak to się skończyło, ja w ogóle nie chce żeby cokolwiek się skończyło. Kiedy wrócę do codzienności wszystko wróci do normy. Przynajmniej będę miała fajne wspomnienia i masę zdjęć. Chociaż to, na więcej nie mogę liczyć.
   Szliśmy niespiesznie patrząc na ludzi łapiących taksówki albo uciekających przed deszczem. Wszyscy byli tacy inni. Mieli swoje życie, swoje problemy. Każdy z nich oglądał świat ze swojej perspektywy. Jedni widzą na różowo inni na szaro. Ja nie wiem jak widzę, czasami na różowo, czasami na szaro, więc coś pomiędzy- może błękitny? hmm... sama nie wiem. Muszę się nacieszyć tymi ostatnimi godzinami szczęścia i nie mogę ich zmarnować na zamartwianie się. Kurde, nie mogę tak nie myśleć o coraz bliższym smutku! Czas leci szybko wtedy kiedy chcemy by chwila trwała jak najdłużej...
 -Idziemy na imprezę?- Zagadną Louis.
 -Peam nie może- przypomniał Niall.
 -Ale to jej ostatnia noc tutaj. Jak przyjdzie z nami to ją wpuszczą na pewno- przekonywał.
 -Nie jestem ubrana- rzuciłam cicho.
 -Nie zawsze musisz być wystrojona, my też się nie szykowaliśmy.
 -Ale wy zawsze jesteście fajnie ubrani- zauważyłam- macie tylko zajebiste ubrania tego nie kryjmy i przy okazji makijaż mi się rozmazuje.
 -To wezmę ją do domu i dołączymy do was z Nev i Zaynem ok?- Byłam zdania Harry'ego, więc po chwili ustaleń zdecydowaliśmy, że potkamy się w jakiejś miejscówce. Mamy się pospieszyć, więc w głowie już zaczęłam przeszukiwać szafę. Po chwili podjechała taksówka. Chłopak otworzył mi drzwi, nie jestem do tego przyzwyczajona ale miło się zrobiło. Usiadł obok mnie i podał adres kierowcy. Kiedy ruszyliśmy co chwila zerkałam w jego stronę i złapałam go też parę razy na tym samym.
 -Dobra, skończ. Odezwij się do mnie bo nie zniosę tego- oparłam głowę o zagłówek.
 -Czego?
 -Ciebie, takiego zmartwionego i smutnego ciebie.
 -Przepraszam- szepną.
 -Oh nie masz za co przesadzam- westchnęłam. Poczułam jego miękkie usta na policzku i od razu zrobiło mi się cieplej a w brzuchu zaczęły latać motyle. Mogłoby być tak zawsze, ale będzie tylko jeszcze przez jakiś czas...- Będę za tobą strasznie tęskniła.
 -Ja za tobą też- wymruczał i przyciągnął moją twarz do swojej. Zdążyłam tylko spojrzeć w jego cudowne oczy, a potem zatopiłam się w słodkich i namiętnych pocałunkach, które z czasem stały się coraz głębsze. Zapomniałam w tej chwili o wszystkim, o zmartwieniach, o smutku, o rozstaniu, o tym, że taksówka się zatrzymała, a kierowca do nas coś gada... chwila.
 -Harry...
 -Mhm?
 -Musimy. Iść- ledwo się ode mnie odrywając wyciągną portfel z tylnej kieszeni i zostawił kilka banknotów na fotelu. Szybko wysiedliśmy po czym złapał mnie za rękę i prawie biegnąc dotarliśmy do drzwi. Otworzy je kluczek i wciągną mnie do środka.
    Światła były wszędzie pogaszone, więc nikogo nie było w domu. Harry złapał mnie w talii i znów zaczął napierać na moje usta, aż kolana mi się uginały. Moje nogi stały się jak galarety i nie wiem czy byłam jeszcze dość obecna, żeby zauważyć, że mnie podniósł i zaniósł do jego sypialni. Już nie myślałam co powinnam, co nie i czym teraz powinnam się zajmować. Wyplątałam dłonie z jego loczków i wsunęłam je pod koszulkę. Chłopak lekko drgnął na dotyk mojej zimnej skóry, ale nie odsunął się położył mnie, a sam był nade mną zdejmując górną część garderoby przyprawiając mnie o zawrót głowy...


**Z perspektywy Neave**



   -Chyba jeszcze ich nie ma- Odezwał się kiedy staliśmy przy bramie do ich posesji.
 -To dobrze, nie zauważą ile nas nie było. Chodź- złapałam kawałek jego rękawa i poprowadziłam za sobą. Chłopak wyciągną klucze i wsadził wybrany w zamek.
 -Nie idzie- zauważył kiedy nie mógł przekręcić klucza w odpowiednią stronę. Wyjął go i nacisną klamkę- drzwi były otwarte, a w domu ciemno. Spojrzeliśmy po sobie- Poczekaj sprawdzę.
 -Cii...- Przyłożyłam wskazujący palec do ust i nasłuchiwałam- słyszysz? Na górze chyba- zmarszczyłam czoło i ściągnęłam brwi- czy to było sapnięcie?...- Znów skierowaliśmy wzrok na siebie, tym razem porozumiewawczo.
 -Chodźmy stąd- Powiedział ale ja nie ruszyłam się z miejsca.
 -Na kogo stawiasz?- zapytałam szeptem.
 -Że kto to moim zdaniem jest na górze? Hmm... Peam i Harry.
 -Chyba cię popierdoliło- skrytykowałam.
 -A kto jeszcze? Liam by nie zostawił reszty, bo tamte dzikusy by nawet nie zdołały same do domu wrócić, gdyż pewnie poszliby na imprezę. Lou by imprezy nie opuścił. Więc zostaje nam Niall z Margeret i twoja siostra z Harrym. Uważasz Niall zaprosi do łóżka dziewczynę, z którą widział się kilka razy? Czy może nasza wakacyjna zakochana para? Stawiam na to drugie- To co powiedział było logiczne, ale nie chciało mi się w to wierzyć.
 -No nie wiem...
 -Chyba, że chcesz sprawdzić- cicho się zaśmiał.
 -Nie dzięki- odburknęłam.
 -To wyjdźmy zanim przejdą do głośniejszych spraw- mówił rozbawiony, ale w moim sercu poczułam ukłucie. Może z zazdrości? Może... Ale może dlatego, że bałam się? Bałam się o nią, że może będzie żałowała tego tak jak ja na początku? Wszystko przeleciało mi przed oczami w sekundę i przeszedł mnie dreszcz. Znowu panikuję. Jest szczęśliwa i nie chcę jej tego zepsuć. Powoli się wycofałam. Zayn zamkną cicho drzwi.
 -Gdzie chcesz iść?- Wzruszyłam ramionami.
 -A mamy gdzie iść?
 -Londyn to duże miasto.
 -Więc zdaję się na ciebie, ale wykluczam miejsca z pijanymi, śmierdzącymi ludźmi!
 -Ok, nie ma sprawy.

   Szliśmy dość długo, jakieś 15 minut. Nie zadręczał mnie rozmową za co byłam teraz bardzo wdzięczna. Potrzebowałam ciszy, żeby przemyśleć wszystko, ale zanim się zorientowałam i rozkręciłam z rozmyślaniem znaleźliśmy się na jakimś małym placu zabaw. Od razu skierowaliśmy się na łańcuchowe huśtawki. Usiadłam na lewej i zaczęłam się lekko bujać. Wiatr owiewał moją twarz i zasłaniał ją włosami, a potem je rozwiewał na boki. Odprężyłam się i po niedługim czasie zwolniłam tempo i spojrzałam w lewo. Od razu spotkałam wzrok chłopaka i pomimo, że było ciemno to widziałam jego oczy. Przed oczami stanęły mi całe wakacje, wszystko po kolei, od początku do końca, a ja nie Chciałam ich końca. Kiedy się we mnie wpatrywał chciałam się do niego zbliżyć, dotknąć go, jego twarzy i ust. Mogłam go widzieć już ostatni raz choć w głębi serca modliłam się, abyśmy jeszcze w przyszłości się spotkali. Żebym zobaczyła całe "One direction", dziewczyny- El i Danielle, a może nawet Margaret. Chciałabym powtórzyć te dwa miesiące. Chciałabym cofnąć czas, żeby zacząć od nowa tylko, że lepiej, żeby ułożyło się....
 -Nigdy nie kochałem cię bardziej niż teraz- Nie poruszyłam się, wstrzymałam oddech. Chociaż... Chyba mogę żyć z przeszłością i nic bym w niej nie zmieniła. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć, dlatego podeszłam do niego. Usiadłam i wpiłam się w jego usta jak z nadzieją, że to się nigdy nie skończy.

____________________________________________________________
No więc jestem :)
Wasze komentarze były bardzo miłe i pocieszające, ale wciąż nie jestem pewna czy prowadzić, jednak chyba zrobię to dla was <3 powoli, powoli koniec ;)  Mam nadzieję, że skomentujecie i wyrazicie swoją opinie :** <3


sobota, 23 marca 2013

:(

Wiem że nie bywam tu ostatnio często, przepraszam. I przykro mi że wy także opuściliście mojego bloga. Dużo osób przestało komentować i w ankiecie ilość osób się zmniejszyła :( Jeśli nie chcecie żebym dalej prowadziła bloga to nie muszę, przecież robię to dla czytelników :( nie chce nic robić na siłę. Napiszcie w komentarzach swoje zdanie, jeśli nie będzie czytelników nie ma po co pisać, wtedy blog zostanie zawieszony na nie wiem ile... może na zawsze :'(

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 33

      Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Chyba zasnęłam. Strasznie cicho jest w domu i tylko jakieś krótkie urywki rozmowy dochodzą z piętra niżej. Nie czułam się dobrze, ale to tylko z powodu wczorajszego porwania się emocjom. Głowa mnie bolała przypominając sobie te wszystkie głosy i krzyki. Zsunęłam nogi na zimną podłogę i mimo wielkiej niechęci stanęłam na niej i powolnym rozleniwionym krokiem ruszyłam do wyjścia z pomieszczenia. Zeszłam po schodach i przeszłam do kuchni, wzięłam jedną z zaparzonych herbat i zawróciłam do salonu, gdzie zastałam dziewczyny. Dan siedziała na fotelu, a Peam i Eleanor na kanapie z nogami wyłożonymi na stoliku.
 -Hej- mruknęłam i dosiadłam się do dwójki. Uśmiechnęły się lekko i wróciły do oglądania telewizji, w której leciały jakieś wiadomości- Gdzie chłopaki?- nadal mówiłam cicho blisko szeptu trochę się denerwując czy oby przypadkiem nie przeze mnie wyszli.
 -Poszli na jakieś spotkanie z fanami w centrum, a co?- Nie zdziwiło mnie, że Danielle się zainteresowała, bo zawsze taka była- Ciekawa wszystkiego.
 -Nic, nic. Tak się pytam- Tak na prawdę to trochę mi ulżyło. Nie miałam pojęcia co powiem Zaynowi. Że wyżyłam się na jego dziewczynie? Że wkurza mnie on swoim dziwnym zachowaniem? Że nie wiem o co tak na prawdę mu chodziło? Wiele pytań nie daje mi teraz spokoju, np. Czemu Malik stał po mojej stronie, zamiast chronić swoją dziewczynę? Mój niepokój narastał z każdą minutą, bo nie wiedziałam kiedy wrócą i na co mam być gotowa. Na wielki wybuch gniewu? Obym go przeżyła. Na ignorowanie mnie? O nie... Tego też bym nie przeżyła. Więc cokolwiek to będzie i tak muszę pożgnać się ze szczęśliwym ostatnim dniem tutaj.
     Starałam się uspokoić mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ale jaki to miało sens skoro doskonale wiedziałam, że tak nie będzie. Właściwie to czemu ja się w ogóle przejmuje ich opinią, JEGO opinią. Mam to w dup*e. Skrzyżowałam ręce na piersiach i założyłam nogę na nogę. Pozycja obronna przyjęta, jeszcze tylko poczekać trochę, iść do Nialla, wziąć rzeczy, wpakować się do samolotu i powitać rodziców z uśmiechem wmawiając, że były to nasze najlepsze wakacje. Już skaczę z radości.

    Usłyszałam samochód wjeżdżający na posesje, a potem zbliżające się kroki. Do domu weszło pięciu chłopaków. Każdy rozszedł się w swoją stronę. Niall do kuchni, Liam i Lou dołączyli do nas, Harry chyba do łazienki, a Zayn do swojego pokoju. Li i Louis nic nie mówili tylko się przywitali, uśmiechnęli i zasiedli na fotelu i sofie obok swoich dziewczyn. Odetchnęłam, że na razie nikt nic nie komentował, ale to na razie, oby tak zostało.
 -Idź- szepnęła Peam obok mnie.
 -Gdzie?- Dała mi sójkę w bok.
 -Dobrze wiesz, idź z nim pogadaj.
 -Nie, nie będę się z niczego tłumaczyła.
 -Nie musisz. Idź z nim pogadaj. Już!- Zgniatała mnie wzrokiem nakazując ostro. Nabrałam dużo powietrza i głośno wypuściłam- idź. Teraz.
 -Dobra... Idę- Zrezygnowana wstałam z kanapy, w drodze na górę minęłam się z Harrym. Stanęłam przed drzwiami z ciemnego drewna. Zastanawiałam się czy zapukać, czy po prostu wejść. Ale nie jestem tu nie wiadomo kim, więc cicho stuknęłam kilka razy w drewno. Nikt się nie odezwał, więc powtórzyłam czynność.
 -To ja- odezwałam się- mogę wejść?
 -Ty znowu tu? Myślałem, że nie będziesz chciała w ogóle ze mną gadać.
 -Ale chce. Przykro mi z powodu Perrie- drugie zdanie wypowiedziałam bez entuzjazmu.
 -Dzięki za współczucie, ale nie potrzebuję go. Może nawet dobrze zrobiłaś- całkowicie zbił mnie z pantykału. Po chwili milczenia wpadłam w złość, otworzyłam drzwi i głośno je za sobą zamknęłam.
 -Jesteś taki głupi czy tylko udajesz? Jesteś straszny! Okej, może jej się należało, ale wcale nie zrobiłam dobrze! Jesteś nienormalny! To twoja dziewczyna!
 -Była dziewczyna. Poza tym ja jej nic nie zrobiłem. Więc to ty jesteś ta okrutna, a nie ja.
 -JA?! Dobrze, zrobiłam to ale nie cieszę się z powodu wyrządzonej krzywdy. Ona więcej tu pewnie nie wejdzie!
 -Wyświadczyłaś mi przysługę zerwania z nią. Dzięki- Leżał rozluźniony na łóżku i tylko co kilka minut zerkał w moją stronę.
 -Wiesz... Czyli zamiast ją zostawić w normalny sposób, to bardziej ci się spodobało to jak ... to że ona się mnie przestraszyła? Że tak jakbym ją skrzywdziła? Nie uważasz że masz nie po kolei w głowie?
 -Po prostu lubię jak dziewczyny się o mnie biją.
 -Że niby ja się o ciebie biłam?! Chyba cię pojebało! Lalunia działała mi na nerwy, więc nic na to nie poradzę. Poza tym nawet nie było by warto jeśli na serio chodziło by o ciebie- zacisnęłam zęby próbując spokojnie oddychać.
 -Coś ty taka nerwowa? Gdzie panowanie?
 -Odpoczywa sobie. Jakiś problem?
 -Przestań- zmarszczyłam brwi próbując domyśleć się sensu tych słów.
 -Co przestać.
 -Udawać twardzielke, rzucać te cięte riposty i wszystko inne.
 -To nie ja zachowuję się teraz jak ostatni cham!
 -Dobra koniec tematu. Zapomnijmy o tym- Chciałam coś powiedzieć, ale ścisnęło mi się gardło. Opadłam na obrotowe krzesło.  Przymknęłam powieki i otworzyłam je dopiero kiedy usłyszałam dźwięk łóżka sygnalizujący że chłopak wstaje. Podszedł i kucną przede mną- Na prawdę chcesz się teraz kłócić? Ja nie mam na to najmniejszej ochoty.
 -Bo zapewne masz ochotę na co innego- Skrzyżowałam ręce i starałam się przybrać jak najzimniejszy wyraz twarzy.
 -Może i mam, ale nie wiem czy to w tej chwili odpowiednie- uśmiechną się rozbawiony.
 -To nie jest śmieszne- syknęłam.
 -I nie miało być. Wcale się z ciebie nie nabijam i mówię prawdę, nie okłamałbym cię.
 -Ta... i co jeszcze? Wyznasz mi miłość?- prychnęłam.
 -Mógłbym, ale jak już mówiłem, nie wiem czy to odpowiednia chwila. Nev? Nigdy o to nie pytałem, ale dziś to jakiś dziwny dzień. Mogę ci zadać pytanie?- Przytaknęłam nie wiedząc czego się spodziewać- Albo dwa, dwa pytania. Pierwsze: Czy jak byś mogła cofnęłabyś wszystkie pocałunki i naszą noc?- Przygryzłam nerwowo dolną wargę, ale zaprzeczyłam na co się delikatnie uśmiechną.
 -A drugie. Jakie jest drugie pytanie?
 -Drugie pytanie brzmi: Czy mogę cię teraz pocałować?- Zamrugałam dwa razy lekko oszołomiona zmianą jego postawy. Mimo, że bardzo bym teraz chciała to nie mogę. Muszę dać mu do zrozumienia, że nie jestem lalką za zawołanie.
 -Nie- odpowiedziałam stanowczo.
 -Zrobiłaś sie czerwona- uśmiechną się nonszalancko.
 -Ze złości- skomentowałam- myślisz, że kim ja jestem? Zabawką? Wsadź sobie do tego pustego łba, że żegnam się z tobą dziś za kilka godzin i całę szczęście, bo dłużej nie wytrymam z Tobą.
 -Właściwie to wylatujecie jutro rano, taka mała zmiana planów, bo nie byłyście na mieście, więc lot przełożony. Więc mamy kilkanaście godzin.
 -Duża różnica- prychnęłam. Położyłam mu dłonie na ramionach i odepchnęłam go do tyłu. Wstałam i tak po prostu wyszłam z pokoju. Jeśli przebywałabym z nim dłużej nie wiem jakby się to skończyło i wole nawet o tym nie myśleć.

   

    **Z perspektywy Peam**



     Zaczęłam się szykować do wyjścia do miasta. Nie czułam potrzeby zwiedzania go ale chłopaki nalegali. Pewnie i tak nie będziemy mieli spokoju. Zmieniłam bluzkę na z krótkim rękawem i narzuciłam na to cienką kurtkę. Włosy rozpuściłam i poprawiłam makijaż. Zeszłam po schodach do reszty i wszyscy razem wyszliśmy na podwórze. Wpakowaliśmy się do samochodów. Ja oczywiście poszłam do Harry'ego i po długich kłótniach z Niallem i Zaynem siadłam z przodu. Przez całą drogę obserwowałam naszego kierowcę. Starałam się zapamiętać każdy szczegół jego twarzy by zapamiętać go jak najdokładniej. byłam świadoma, że to nasz ostatni wieczór, ale starałam się o tym nie myśleć i bawić się jak najlepiej. Tuż przed wyjściem z samochodu uśmiechnął się do mnie przez co zapomniałam gdzie mam nogi aby wysiąść. Ciekawa jestem czy kiedyś przyzwyczaiłabym się do tych dołeczków prawie nie mdlejąc przy tym. Po dobrej minucie zapanowałam nad sobą i normalnie towarzyszyłam reszcie idąc za rękę z loczkiem. Chłopaki dobrze się maskowali, z tymi okularami, czapkami i kapturami ale niektóre fanki rozpoznały ich. Zanim stworzył się tłum i pojawili się paparazzi zdążyliśmy się wymknąć. Kątem oka obserwowałam pozostałych. Dan z Liamem, El z Lou, Niall wyszczerzony do telefonu oraz Nev i Zayna. To było najciekawsze. Ta idzie nie zwracając uwagi odpowiadając na jego pytania krótko - "tak, nie, aha, fajnie, ok ". Chłopak nie wydawał się jednak niezniechęcony ale wręcz przeciwnie rozbawiony i zaintrygowany.
 -Ej, słuchajcie Margaret do nas dołączy! -Wykrzykną szczęśliwy braciszek.
 -Kto to Margaret?- Zaciekawiłam się.
 -Dziewczyna, w której się bujną, właściwie to strasznie mu się podoba i odkąd ma jej numer prawie zawsze z nią pisze, a czasami gada, więc dziwne że jeszcze tego nie zauważyłaś. Czasami jeśli nie odpisuje przez kilka minut myśli, że już go nie lubi, albo ktoś ją napadł. Biedny, oszalał...- Loczek pokręcił z niedowierzaniem głową.
 -UUU.... Niall ma dziewczynę?!- Podekscytowała się kolejna, nie chce wiedzieć co kombinuję mój klon- I zaraz tu przyjdzie...?- wyszczerzyła się.
 -Nie, nie możesz nic do niej mówić, ani jej dotykać, ani nawet myśleć o niej!
 -Czemu?- udała urażoną.
 -Bo zawsze kończy się to źle- No nie wątpię, że Niall mówił prawdę. Nev miała w zwyczaju wypytywać dziewczynę o wszystko i jeszcze żadna nie zdała jej testu. Ale tak właściwie to chyba nie da się go rozwiązać. Zawsze po tym robiła coś żeby dziewczynę odstraszyć, więc rzadko się zdarzało żeby jakaś została na dłużej. Jestem ciekawa po co to robi i co ją to obchodzi.
    Miejscem spotkania z dziewczyną była budka z lodami w parku na obrzeżach miasta. Kiedy tam dotarliśmy już tam na nas czekała. Była niewysoką blondynką o średniej długości włosach i brązowych oczach. Była Ładna i nawet pasowała do Nialla, który jeszcze nie zdążył do niej podejść a już suszył zęby.
 -Hej- Ciemna blondynka przywitała się normalnie i nie była chyba skrępowana przy ilości tylu osób- Jestem Margaret- Podała mi i Neave rękę miło się uśmiechając. Wydawała się sympatyczna i rzeczywiście taka była.
 -Gdzie idziemy?- Padło pytanie.
 -Może na wesołe miasteczko?- Zaproponowała Dan, ale tylko Liam i El jej przytaknęli.
 -Fajniej będzie w disneylendzie! Idziemy?- uradował się "najstarszy" z nas.
    Nie było odmowy, więc wszyscy tam poszliśmy. Przyznaję, że był to nawet fajny pomysł. ;D
_______________________________________________
Błagam nie bądźcie na mnie złe, ale całkowicie straciłam wenę dla tego nie dodawałam tak długo rozdziału. Ten też jest strasznie słaby bo nie miałam w ogóle pomysłu! Będę się starać i przykro mi ale nie będę długo prowadziła tego bloga tylko jeszcze max kilka rozdziałów i to będzie koniec więc powoli do tego koca się zbliżamy. Przepraszam was :'(